#13.I will be all that you want >> niedziela, 25 stycznia 2009 16:34:39
Poczuła, że musi jak najszybciej dostać się do łazienki, bo wypite wcześniej napoje właśnie w tym momencie dziwnym zbiegiem okoliczności porządnie zaczęły dawać o sobie znać.
-No chodź Vivian, nie wstydź się-ponaglał ją ruchem ręki brunet, z którego twarzy ani na chwilę nie znikał triumfalny uśmiech.
-Schowaj mnie gdzieś, natychmiast-powiedziała błagalnych tonem do Patrick’a ściskając jego ramię z całej siły, co wywołało u niego grymas bólu.
-Chyba już za późno księżniczko, wszyscy Cię widzą.
To było jak najbardziej szczerą prawdą, gdyż wzrok ponad połowy publiki był wpatrzony właśnie w nią, a na dodatek nie wiadomo skąd tuż nad nią wyrósł promień oślepiającego światła z jednego z reflektorów czyniąc z niej główną atrakcję obecnej chwili, której po prostu nie dałoby się nie zauważyć.
W tym samym czasie lekko zdezorientowany Jeff podszedł do bruneta szturchając go znacząco w ramię, jednak ten jedynie wzruszył rękami robiąc niewinną minę i powrócił do podgrzewania atmosfery wśród publiczności.
-Stary, jeśli w ten sposób zamierzasz odegrać się na mojej siostrze czyniąc z niej pośmiewisko to wybacz, ale nie mogę ci na to pozwolić-nie dał za wygraną zagradzając wokaliście drogę i piorunując go groźnym spojrzeniem.
-Przecież nie zrobię jej krzywdy, a poza tym oboje dobrze wiemy, że nie starczy jej odwagi by wystąpić.
- Już ja ci dam brak odwagi ty cholerny egoistyczny dupku.-warknęła przez zaciśnięte zęby wchodząc z podniesioną głową na scenę-Chcesz dalszej wojny, więc będziesz ją miał.
Pomimo, że z zewnątrz wyglądała na pewną siebie to w rzeczywistości serce mało nie wyskoczyło jej z piersi. Nienawidziła wszelakich publicznych wystąpień i unikała ich jak ognia. Perspektywa zwrócenia na siebie uwagi większej liczby par oczu niż kilkunastu, jak to dotychczas miała w zwyczaju, nie była w tym momencie zbytnio przychylną perspektywą. Jednak widząc zadowolenie na twarzy Pierra postanowiła pokazać mu, że w żaden sposób nie uda mu się jej złamać. Przynamniej nie w tak śmieszny sposób.
-Oddaj mi swój mikrofon Bouvier, bo akurat przez najbliższe kilka chwil nie będzie ci do niczego potrzebny. Aha i pożyczam okulary. Wschodząca gwiazda rocka musi przecież należycie wyglądać.
Jednym ruchem ręki zdjęła owy przedmiot z zaskoczonej twarzy bruneta i założyła na własną głowę.
Gdy zorientował się, że nagłe poruszenie wśród wszystkich obecnych spowodował widok wielkiej śliwy pod jego okiem, po raz kolejny miał ochotę rzucić się na szatynkę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to było czysto taktyczne i dobrze przemyślane przez dziewczynę zagranie mające na celu odwrócenie uwagi od jej rychłego fałszu a skupienie publiki wyłącznie na nim.
-Potknąłem się biorąc prysznic. Drobny szczegół.-mruknął do tłumu wskazując palcem na własną twarz i starając się obrócić całą sprawę w żart.
-A mi się wydaje, że potrzebujesz instrukcji „Jak prawidłowo korzystać z łazienki”, bo jak wszyscy widzimy masz z tym problemy-usłyszał jej pogardliwą wypowiedź, która spowodowała radosne zamieszanie wśród fanów.
-Może w końcu zaczniesz śpiewać? –powoli zaczął się irytować. To on miał być górą w tym starciu nie ona.
Ogarnęła nerwowo cały zgromadzony tłum i poczuła jak panika wkrada się do jej myśli. Chciała jak najdłużej odkładać moment wokalny by w którymś momencie zostać wybawioną przez jej brata znającego doskonale jej traumę. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, jednak oczy Jeff’a zdawały się mówić „Dasz sobie radę, wierzę w ciebie”.
Odwróciła się od niego zrezygnowana.
-Czyżby naszą księżniczkę ogarnął strach?-szeptął do jej ucha brunet. Odepchnęła go wściekle.
-Strach? Nie znam tego słowa.
Pierre uśmiechnął się zjadliwie. Dobrze pamiętał jak Jeff opowiadał mu o ostatnim występie dziewczyny w przedszkolu, podczas którego uciekła ze sceny zanim całe przedstawienie w ogóle się zaczęło. Modlił się w duchu by to się powtórzyło.
-Od razu zaznaczę. Nie umiem śpiewać.-ostrzegła przemawiając do mikrofonu.-No, ale czego się nie robi dla waszego obrzydliwego idola.
Brunet lekko drgnął na tę uwagę, jednak nadal czekał. I się modlił.
-Jeff, Dave, Seb, Chuck….akompaniujcie. Bouvier z dedykacją dla ciebie, niech cię szlag.-zwróciła się do niego nakładając okulary na nos.
Nabrała powietrza w płuca, po czym w następnej chwili z jej ust popłynęły pierwsze słowa piosenki „Grow up”. W ciągu kolejnych sekund dołączyły do niej poszczególne dźwięki instrumentów, nad którymi pieczę sprawowali jej przyjaciele z Simple Plan. Brunet stał w tym samym miejscu, co uprzednio nie mogąc uwierzyć, że jednak ta dziewczyna zdobyła się na ten wyczyn. A najogólniej rzecz ujmując nie wiedział, co w tym momencie miał ze sobą zrobić. Choć jedno musiał przyznać, iż szatynka śpiewać potrafi. Co prawda jej głos może i nie brzmiał idealnie czysto, przez co uśmiechnął się pod nosem mogąc przynajmniej ten element skrytykować, jednak z przyjemnością się mu przysłuchiwał.
Vivian pomimo wcześniejszych obaw i lęków czuła się odrobinę bardziej komfortowo trzymając mikrofon w dłoni, lecz wiedziała, że pełnej ulgi zazna w chwili, gdy zejdzie z widoku publicznego.
Krążyła w pobliżu Bouviera zataczając, co jakiś czas kręgi wokół jego sztywnej osoby. Starała się go przedrzeźniać, karykaturalnie przedstawiać jego sceniczne ruchy, kierować wprost do niego każde wyśpiewane słowa piosenki, które przecież tak idealnie pasowały do jej wyobrażeń na jego temat.
Nagle niespodziewanie, Pierre chwycił za najbliższy mikrofon i dołączył do zdumiałej dziewczyny, a nawet zaczął się wspólnie z nią wydurniać, wprawiając całą salę o jeszcze większe okrzyki radości. Widać było, że oboje bawią się doskonale a wcześniejsze zatargi odeszły gdzieś głęboko w zapomnienie. Po kilku chwilach po raz ostatni w głośnikach zabrzmiał refren piosenki, po czym szatynka, uprzednio zdjąwszy okulary rzuciła je w tłum rozwrzeszczanych fanek i roześmiana ukłoniła się w stronę publiczności.
-Dziękuję. Naprawdę nie wiem skąd te owacje na stojąco-rzekła udając onieśmielenie, na co wszyscy ryknęłi gromkim śmiechem.
-One są dla mnie, nie schlebiaj sobie.
-Stary, dobry piernik…-poklepała go kilka razy po ramieniu-W końcu sam chciałeś uczynić mnie atrakcją wieczoru, nie oburzaj się tak. Oddaję mikrofon. –powiedziała do niego i odwróciwszy się w stronę pozostałych chłopaków podziękowała im za pomoc. W ostatniej chwili jeszcze raz podbiegła do Bouviera i chwyciła przedmiot, który przed paroma sekundami sama mu wręczyła, po czym ostatni raz rzekła:
-Tylko proszę nie rzucać we mnie majtkami. Mam jeszcze swoje.
Cała sala żegnała ją głośnymi oklaskami i wiwatami, kiedy po tej wypowiedzi zadowolona z siebie schodziła ze sceny. Patrick i Lachelle od razu podeszli do dziewczyny gratulując jej udanego występu przekrzykując szalejącą publikę w rytm kolejnej granej przez zespół melodii. Chłopaki spędzili na scenie jeszcze kilka dobrych długich minut wykonując ostatnie dwa utwory na zakończenie występu, po czym żegnając się z zebranymi zniknęli za kulisami.
-Kawał dobrego koncertu-skwitował David otwierając drzwi do ich garderoby, do której wszyscy weszli.
-A Vivian przejdzie do historii-dodał Seb.
-Ja? Niby, za co?
-Za wprowadzenie nowego terminu określającego Pierre’a.
-Piernik.-zaśmiała się dziewczyna wpatrując się w bruneta.-No tak.
-Nie mam siły na kontratak. Dzisiaj ci daruję.
-Wiesz, co ja tobie również.-odpowiedziała rzucając się zmęczona na kanapę.-Nie myśl sobie tylko, że ta obecna sielanka między nami będzie trwała wiecznie. Nadal mam cię gdzieś.
-A ja ciebie.
-Żeby to mnie ruszyło.-zakpiła dziewczyna.
Nagle po niewielkim pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.
-To mój-odezwała się blondynka-Muszę was na chwilę przeprosić-zakomunikowała wychodząc z pokoju.
-Może byśmy zaczęli się już zbierać chyba, że ktoś z was chce tu nocować-zapytał Patrick, gdy tylko drzwi za Lach zamknęły się.
-Mam schizofrenię.-odezwał się Dave wstając.
-Serio?-rozległo się zbiorowe pytanie.
-Właściwie to nie tak do końca, ale jestem pewny, że gdybym pobył tu z wami jeszcze kilka minut na pewno bym jej dostał-zaśmiał się.
-Kretyn.-rzekł Pierre rzucając w przyjaciela zgniecioną puszkę po coli.
W końcu po chwili nieobecności dołączyła do nich zapłakana blondynka chowając telefon do kieszeni u spodni. Jej zachowanie wzbudziło ogólne zamieszanie.
-Skarbie, dlaczego płaczesz? Coś się stało?-pytał troskliwie brunet przytulając ją.
Wtuliła się w niego nadal szlochając i nie wypowiadając ani jednego słowa wyjaśnienia. Jednak po upływie kilku sekund oderwała głowę od torsu swojego chłopaka i zapłakanymi oczami spojrzała się na niego.
-Dzwoniła moja mama.-zaczęła sięgając po wyciągniętą w jej stronę przez Vivian chusteczkę.-Powiedziała, że tato miał lekki zawał serca i znalazł się w szpitalu.
Ta informacja u wszystkich wywołała szok i kolejne pytania o stan zdrowia jej ojca.
-Czuje się dobrze, jednak lekarze wolą dmuchać na zimne i chcą zostawić go pod obserwacją jakiś czas.
Zarówno Pierre jak i pozostali odetchnęli z ulgą.
-Wracam do domu.-powiedziała
-Kiedy chcesz wyjechać?
-Chociażby zaraz. Im szybciej się przy nim znajdę tym bardziej będę spokojniejsza.
-Jadę z tobą-odparł bez namysłu wokalista.
-Pierre poradzę sobie.-pocałowała go czule w usta.
-Ale ja chcę jechać. Nic się nie stanie, gdy kilka dni mnie nie będzie.
-Będę miała bez niego święty spokój. Zabieraj go ze sobą Lach-odezwała się Vivian.
-Postanowiłam, że jednak sama wrócę-uśmiechnęła się do szatynki i spojrzała na zegarek- Odwieziecie mnie na lotnisko? Może jeszcze zdążę na ostatni samolot do Kanady.
-Wiesz, że będę tęsknił?-usłyszała przygnębiony głos swojego chłopaka.
-Wrócę najszybciej jak tylko się da kochanie. Pilnuj go Vivian-zwróciła się z uśmiechem do dziewczyny-, żeby był grzeczny i nie zrobił niczego głupiego podczas mojej nieobecności.
-Masz to jak w banku. Skuję go kajdankami i przywiążę do najbliższego drzewa-odpowiedziała szatynka spoglądając na przestraszonego tą wizją bruneta.
Kwadrans później blondynka siedziała na pokładzie i ze zdenerwowaniem czekała na moment odlotu. Pozostała siódemka zaś przypatrywała się startującej właśnie maszynie i śledząc jak powoli znika z pola widzenia rozpływając się w panujących ciemnościach.
***
Powiem tak. Dopiero od tego momentu tak naprawdę całe opowiadanie rozkręca się na dobre. Mogę zapewnić Was, że w najbliższych rozdziałach będzie się działo, bo jak do tej pory wszystko toczyło się jak flaki z olejem i nie zmierzało do prawidłowo wytyczonego przeze mnie celu.
Część specjalnie dla
Oli . Mam nadzieję, że zadowoliłam Cię moją oryginalnością;)
komentarze [15]#12.I will be all that you want >> niedziela, 18 stycznia 2009 16:32:46
–Vivian przestań się dąsać, bo oboje zachowujecie się jak dzieci w przedszkolu, które pokłóciły się o jedną głupią zabawkę-powiedział Jeff siadając z gitarą naprzeciwko swojej siostry. Trwała właśnie jedna z ostatnich prób zespołu przed występem w niewielkiej hali w centrum Chicago. W tle słychać było pobrzękiwania perkusji wymieszanych z głośnymi gitarowymi dźwiękami, do których po chwili dołączył melodyjny głos Pierre’a. Szatynka siedziała na zimnej posadce w najciemniejszym miejscu sali tuż pod ścianą, by w każdej chwili móc jak najszybciej od nich wszystkich uciec, wrócić do autokaru i spokojnie dokończyć iście interesujący film przyrodniczy o rozmnażaniu się orangutanów, który przyszło jej niestety przerwać.
-Daj mi spokój Jeff, bo nie chcę wydrapać ci oczu-odparła wpatrując się groźnym wzrokiem w brata.
-Przestań obgryzywać paznokcie to wtedy może uda ci się je, chociaż w części wydrapać.-zażartował z ironią.
-Bardzo śmieszne, naprawdę. Wynocha z mojego kawałka podłogi, ale już!
-Nie ruszę się dopóki nie wyjaśnisz mi tej całej zakręconej sytuacji z Pierre’m, bo z pewnością normalną ją nazwać nie można, sama przyznaj.
-Ja jestem jak najbardziej normalna-powiedziała oburzonym tonem-, ale tego samego niestety nie mogę powiedzieć o nim. Więc wybacz jednak nie mogę ci w niczym pomóc.
-Kochanie, oboje macie swoje, małe wprawdzie, ale jednak jakieś rozumki i powinniście jak najszybciej wszystko sobie wyjaśnić.
-Czy ja się ciebie kiedyś, choć raz posłuchałam?-zapytała zaskoczona pytaniem Jeffa, na co ten po krótkim namyśle kiwnął twierdząco głową.
-Raz.
-Chwila słabości, było minęło. I nie porównuj mojego poziomu inteligencji z zacofaniem tego palanta-dodała.
-Mówiłem ci przecież, żebyś zostawiła go w spokoju i nie rzucała się na niego, gdy tylko puszczą ci nerwy-kontynuował nie zważając na coraz to bardziej gniewne spojrzenie Vivian, która zaczęła się nieznośnie kręcić na własnym siedzeniu.-Robaki masz?
-Mam. Bardzo miły prezent ze strony Bouvier’a, prawda?-rzekła zirytowana powoli tą sytuacją, brunetem wrzeszczącym z drugiego końca sali do mikrofonu, jakimś denerwującym owadem latającym wkoło jej głowy, a także rozwiązanymi sznurowadłami u swoich trampek. Sięgnęła, więc po nie i z pełnym zaangażowaniem, powolnymi ruchami zaczęła je zawiązywać.
-Mogłabyś, chociaż raz wykazać się prawdziwą dorosłością i przeprosić Pierre’a za swoje zachowanie.-usłyszała po chwili głos Jeffa. Podskoczyła jak oparzona z podłogi śmiejąc się do rozpuku, czym zwróciła uwagę reszty zespołu, który właśnie robił sobie kilkunastominutową przerwę. Spojrzała na pląsającego się po scenie bruneta następnie na swojego brata i postukała się w czoło.
-Proszę cię Jeff’y, nie rozśmieszaj mnie. Miałabym przeprosić? Jego?-krzyknęła wskazując palcem na Bouviera, który w tym momencie upuścił mikrofon na ziemię, czym wywołał jeden długi nieznośny pisk dochodzący ze wszystkich głośników. Przez niego na jej twarzy pojawił się grymas bólu i czym prędzej zakryła uszy rękami by go zmniejszyć i zagłuszyć. -Niezły kawał. Na dodatek kompletna mameła-dodała głośniej, tak by miała pewność, że brunet ją usłyszał.
Wokalista spoglądał na szatynkę z wściekłością i gdy nie fakt, iż wzajemnie się do siebie nie odzywali, z pewnością podszedłby do niej i tym razem to on rzuciłby się na nią. Nie dość, że dzięki Vi pod jego okiem wyrosła wielka fioletowa śliwa, to jeszcze w żaden sposób nie mógł jej zatuszować. Zmuszony był przez to cały najbliższy czas chodzić w czarnych okularach idealnie zasłaniających owy defekt. Miał ich już od niecałej godziny na swoim nosie, a już zdążył je znienawidzić. Oczywiście mógłby je zdjąć w każdej chwili, jednak po pierwszej takiej próbie Stinco zmierzyła go kpiącym i władczym spojrzeniem, które było widać pomimo ich wzajemnej odległości. Po tym wszystkim postanowił, że więcej okazji do nabijania się z niego nie będzie jej dane. Na dodatek podkład, którego chciała na nim użyć Lachelle zdał się na nic, czym trafiał go coraz większy szlag.
-Vivian…-zaczął Jeff zrezygnowanym tonem.
-Spadaj. Ten temat uważam za zakończony. Pat! Zaczekaj na mnie!-krzykneła pośpiesznie za schodzącym ze sceny blondynem-A poza tym jesteś nudny braciszku, idę stąd.
Chwyciła z podłogi puszkę po niedawno wypitym Red Bullu, wrzuciła ją niedbale do najbliższego śmietnika i zostawiwszy Jeff’a, równym krokiem ruszyła w stronę Patricka. Kompletnie nie rozumiała, dlaczego wszyscy tak cackają się z brunetem jak by to jego wewnętrzne cierpienie było najważniejsze. A przecież wcale go tak ostro nie zwyzywała, nie odgryzła mu ręki ani nawet nie polała go kwasem. Kilka żartobliwych uwag jeszcze nigdy nikogo nie zabiło, więc tym bardziej była zaskoczona jego reakcją. Wydawać by się mogło, dorosły człowiek a nadal nie potrafi pewnych spraw brać na dystans. I jak się nie pogubić w psychice tego faceta? I czy ktoś w końcu domyśli się, że ona także ucierpiała w tym starciu?
-Jak tam księżniczko? Nudzimy się?-zagadnął blondyn objąwszy Vivian swym ramieniem. Zaledwie kilkanaście metrów koło nich siedział Pierre, który nie zdając sobie z tego sprawy wpatrywał się w dziewczynę. Widziała to, jednak postanowiła postępować zgodnie z wcześniej przyjętym przez siebie planem działania, czyli totalną olewką tego człowieka.
-Jak cholera. Zapomniałam już, kiedy ostatnio się tak nudziłam. Długo to będzie jeszcze trwało?
-Dopóki elektronika nie siądzie.-zażartował spoglądając na zegarek-Właściwie to powinni już skończyć, bo Pierre straci głos zanim się wszystko naprawdę zacznie.
-Nie zamierzam nawet z tego powodu wylewać morza łez. Miałabym wtedy przynajmniej święty spokój.
Patrick popatrzył na szatynkę pobłażliwym spojrzeniem, jednak widać było, że jako jedyny z całego zespołu nie przejął się zbytnio konfliktem, jaki powstał pomiędzy nią a brunetem. Było mu to nawet na rękę, zwarzywszy chociażby na to, iż mógł rozmawiać i przebywać z dziewczyną do woli nie obawiając się nagłym wtrąceniem się Pierre’a, które tak szczerze powiedziawszy zaczynało go denerwować.
-Nie mów nic nikomu, ale mi także działa czasami na nerwy-szepnął do jej ucha, po czym puścił oczko wymownie się przy tym uśmiechając.
-Więc go zwolnij a zatrudnij mnie. Jestem zdolna, inteligentna i przede wszystkim młoda. Po co komu śpiewający dziadek?
-Żeby machał tyłkiem przed napalonymi fankami.
-Raczej przydługą grzywą jak u obrośniętego konia.
-Przecież konie muszą być obrośnięte.
-Niestety.
-Zabawna jesteś-zaśmiał się przepuszczając Vivian w drzwiach pozostawiając całe zamieszanie na scenie za masywnymi drzwiami. Podeszli do automatu z napojami stojącego w samym rogu korytarza pomalowanego we wszystkie możliwe figury geometryczne. Nie mogła uwierzyć, że tak znienawidzona przez nią matematyka dopadła ją nawet tutaj. Wybrali interesujące ich napoje, po czym rozsiadali się wygodnie na najbliższej ławce tuż pod oknem.
-Potrafię o wiele lepiej kręcić tyłkiem od niego-zagadnęła po chwili spoglądając zawadiacko na blondyna.
-Ani przez moment w to nie zwątpiłem-odparł bez namysłu, co wywołało u szatynki napad śmiechu.
--
W końcu powoli zaczęto wpuszczać pierwsze osoby wyczekujące na koncert od dobrych kilku godzin. Wnętrze sali wreszcie zapełniało się tłumem rozwrzeszczanych i nastoletnich fanek, które przyprawiały pannę Stinco o poważny ból głowy.
-Już chyba więcej ich tu przyleźć nie mogło-wzburzyła się wchodząc do niewielkiego pomieszczenia, gdzie znajdował się cały zespół po raz ostatni wymieniający wzajemne uwagi przed występem. Skierowała się w stronę kanapy, by dosiąść się do swojego brata jednak, gdy spostrzegła siedzącego tuż obok niego bruneta natychmiast zmieniła tor ruchu siadając przy uradowanym Patricku.-O mały włos a zostałabym stratowana przez jakąś czternastolatkę z durnie napalonym spojrzeniem.
-Na tym polega nasz fenomen siostrzyczko, uwielbiają nas, bo jesteśmy jednym z najgorętszych kanadyjskich towarów.-odrzekł Jeff dumnie wypinając pierś i ledwo hamując wybuch śmiechu.
-Chyba bandą sfiksowanych facetów.-zreflektowała się wystawiając język w stronę brata.
-Chwalmy niebiosa, że stworzyła takie cudo natury jak my. Czyż nie mam racji Vi, jak myślisz?-powiedział David przechadzając się demonstracyjnie przed szatynką w swoich czerwonych rurkach.
-Jesteś nienormalny.
-Dziękuję. Bardzo mi schlebiasz-zaśmiał się Dave wykonując w jej stronę niezgrabny ukłon.
Wszyscy ryknęli gromkim śmiechem oprócz błądzącego gdzieś myślami Pierre’a, którego czarne okulary zamiast na nosie spoczywały na jego kolanach.
-Skarbie za minutę wychodzicie na scenę. Obudź się-Lachelle od kilku dobrych sekund próbowała sprowadzić go na ziemię delikatnie szturchając jego ramię. Potrząsnął głową by otrząsnąć się z chwilowego amoku. Nie miał pojęcia, jak długo przebywał w takim stanie, lecz gdy ujrzał, że z całego zespołu w pokoju został tylko on, pośpiesznie wstał z kanapy chwytając okulary, szybkim krokiem udając się na scenę.
--
Vivian przez większą część występu siedziała spokojnie razem z Lach i Patem w pokoju grając we wszystkie znane im gry poczynając od warcabów a skończywszy na wygłupach przy kalambury. Jednak w miarę upływu czasu postanowili porzucić wygodne kanapy i udać się z boku sceny by obejrzeć chłopaków w akcji. Atmosfera szaleństwa panująca wśród publiczności przeniosła się także i na nich, co wywoływało uśmiech na twarzy zarówno Chuck’a jak i Davida wywijającego ponętnie tyłkiem w stronę skaczącej szatynki. Cała trójka bardzo dobrze się bawiła a Vivian korzystała ze sprzyjającej okazji papugowania bruneta w jego scenicznych ruchach. Sprawiało jej to tym większą radość, iż w sposób całkowicie wolny i bezkarny mogła nabijać się z niego ile tylko wlezie całkowicie się nie kontrolując. Sebastien wraz z Davidem ledwo utrzymywali gitary w rękach gdyż widok, jaki przysporzyła im szalejąca i wydurniająca się szatynka wywoływał u nich coraz większe niepohamowane napady śmiechu. Stinco przez kilka chwil spoglądał na swoją siostrę niezbyt przyjaznym wzrokiem przeczuwając reakcję Pierre’a gdy tylko zobaczy własną prześmiewczą karykaturę scenicznego pajaca, jaką zgotowała mu Vivian. Stojąca obok niej blondynka usunęła się jakby w cień tego wszystkiego by móc potem powiedzieć swojemu chłopakowi, że wcale nie brała udziału w grupowym nabijaniu się z niego a że jedynie stała z boku.
Pierre z początku nie miał pojęcia, co tak intensywnie wywołuje przeradosny stan, w jakim znaleźli się pozostali członkowie SP jednak, gdy tylko jego wzrok padł na scenę za kulisami fala wściekłości zalała jego ciało. Nie przerwał jednak śpiewania, tylko starając się zachować spokój dokończył zaczętą piosenkę nie dając po sobie poznać, że postawa szatynki ruszyła go w jakikolwiek sposób. Po sali rozniósł się kolejny głośny aplauz publiczności i wtedy w ułamku sekundy ułożył w głowie plan działania, którego właśnie w tym momencie chciał wcielić w życie piecząc przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu, dać nauczkę Vivian przy okazji poprawić sobie przez to humor.
-A teraz mam dla wszystkich małą niespodziankę…-rzekł do mikrofonu przelotnie spojrzawszy na szatynkę. Cały skład zespołu wymieniał zaskoczone spojrzenia nie rozumiejąc, co się tak właściwie dzieje.
-Stary, co ci odbija? O jakiej ty niespodziance pleciesz?-szepną mu na ucho nieco wściekłym tonem Jeff podchodząc do wokalisty.
-Niczego takiego przecież nie było w planie-dołączył do tej przyciszonej dyskusji Seb, a za nim Chuck oraz David.
-Spokojnie panowie, nagły wypadek, ale wiem co robię. Wyminął ich jednym krokiem i zaczął przechadzać się dumnie po scenie niczym paw wypinający swój bajeczny ogon w geście samouwielbienia.
-Wybaczcie to małe opóźnienie, ale musieliśmy się ostatni raz naradzić, co do tej tajemniczej niespodzianki, która z pewnością poprawi wam humor równie dobrze jak mi samo jej wymyślenie. A więc…-zaczął, po raz kolejny spoglądając na szatynkę jednak tym razem intensywniejszym spojrzeniem. W tym momencie dziewczynę przeszył zimny dreszcz jakby przeczuwała, co ma się stać w następnej chwili.
Zauważyła, że sposób, w jaki się w nią wpatrywał, bynajmniej nie wróżył niczego dobrego.
Bezwiednie zrobiła krok do tyłu jakby miała ochotę za chwilę uciec.
-Wiesz coś o tym Pat?-zapytała stojącego obok niej zaskoczonego blondyna, jednak ten pokręcił przecząco głową dając do zrozumienia że on także dowiaduje się o wszystkim dopiero teraz.
-Poznajcie Vivian, siostrę naszego wspaniałego Jeffa, która zechciała wystąpić tu dzisiaj przed wami i zaprezentować swoje ukryte jak dotąd zdolności wokalne-rzekł Pierre, którego głos potoczył się głośnym echem po sali.
-Że co?!- wszyscy zainteresowani począwszy od samej dziewczyny a skończywszy na Chuck’u, któremu pałeczki nagle wypadły z rąk, krzyknęli zaskoczeni do cwaniacko uśmiechającego się bruneta.
***
Więc tak. Ostatnie i jeszcze wcześniejsze wariacje myloga coraz bardziej mnie od niego odpychają. Poproszę o nr gg tych, których mam informować o nowościach, ponieważ przez debilizm serwisu czasami nie mam co do tego sposobności. Z góry dzięki;)
komentarze [10]#11.I will be all that you want >> sobota, 29 listopada 2008 19:54:38
-Dobra baby, koniec tego dobrego-zwrócił się Patrick do wygodnie rozłożonego na kanapie zespołu-Podnosicie natychmiast swoje tyłki i szykujemy się do kolejnego koncertu.
Południe zbliżało się nieubłaganie a prawie wszyscy z nich siedzieli jeszcze w piżamach spoglądając na blondyna z niemrawymi wyrazami twarzy.
-Stary, daj ludziom jeszcze trochę odetchnąć, a poza tym chyba widzisz, że jestem zajęty?-rzekł Seb, który wykonywał niezidentyfikowane ruchy rękami nad głową Vivian spoczywającą na jego kolanach.
-Mogę wiedzieć, co ty tej biednej dziewczynie robisz z włosami?
-Chyba widać, że je układam.-odparł ze skupieniem marszcząc przy tym czoło przeplatając kolejne pasmo włosów przez palce. Szatynka przez cały czas nie poruszyła się ani na milimetr sprawiając wrażenie jakby zainteresowanie Seba jej włosami sprawiało jej przyjemność. Na dodatek ułożyła się tak, by miał jak najlepszy dostęp do całego pukla włosów.
-I ciebie to kręci stary? Przecież to jest takie…-szukał w głowie odpowiedniego słowa-…babskie i w cholerę niemęskie.
-I co z tego?
-Nie mogę…zobaczycie, że jeszcze trochę a niedługo będzie nam dziergał na drutach bawełniane skarpetki-zwrócił się do reszty chłopaków Pat.
-Bardzo śmieszne.-przedrzeźnił go Seb-Nawet nie wiesz, jakie to wszystko skomplikowane jest. No, bo jeśli źle złapiesz któreś z pasm wszystko się psuje i cała robota na nic.
-No coś ty…-zaśmiał się blondyn-Może w wolnej chwili moimi loczętami byś się zajął?-powiedział gładząc luzacko ręką po głowie.
-To kudły nie żadne loczęta, a poza tym nie jesteś godny takiego cudownego fryzjera, którym jestem niewątpliwie ja-uśmiechnął się wyszczerzając do niego zęby.
-Chcesz się bić?-zagadnął bojowo Patrick machając z zachłannością rękami tuż przed głową Lefebvre’a.
-Chcesz, żebym ci zrobił kłaki na łepetynie?-odparł zdejmując z kolan głowe Vi i stając naprzeciwko swojego managera. W następnej chwili oboje leżeli na sąsiednim fotelu wzajemnie obkładając się rękami.
Reszta zespołu przyglądała się tej scenie dopingując, co rusz to innego chłopaka. Nawet David, który przed paroma momentami uciszał wszystkich tłumacząc się bardzo interesującymi rozgrywkami NBA, które akurat leciały w telewizji, zaczął gwizdać i skakać po swoim siedzeniu krzycząc na cały autokar.
Bójka pomiędzy dwoma blondynami przypominała bardziej dziecięcą szarpaninę, której towarzyszyły ich śmiechy i niedbałe wymachiwania rękami przed własnymi twarzami.
Nagle jednak usłyszeli głośny kobiecy krzyk. Wszyscy równocześnie zaprzestali swoich wcześniejszych czynności rozglądając się dookoła z przerażonymi minami. Ich oczy w następnej chwili zwróciły się w stronę szatynki, która masując czubek głowy wpatrywała się w Bouviera z chęcią mordu.
-Co się stało Vi?-zapytał Jeff spoglądając pytająco na ową dwójkę. Jednak zamiast konkretnej odpowiedzi otrzymał w zamian kolejną porcję krzyków, tym razem ze strony bruneta, na którego właśnie rzuciła się jego siostra.
-No nie…teraz wy zaczynacie? Vivian zejdź z niego!-krzyknął ze zrezygnowaniem Stinco próbując ich rozdzielić.
-Jeff odwal się!-krzyknęła- Zabiję cię Bouvier, normalnie cię zabiję!-kolejna porcja uderzeń powędrowała w stronę bruneta. Patrick odciągnął zdziwionego Jeff’a od Vivian i Pierre’a.
-Nie przeszkadzaj jej. Niech się na nim w końcu wyżyje-powiedział mu radośnie na ucho, po czym ten w końcu zrezygnował i usiadł obok reszty zespołu na kanapie przyglądając się jak ich wokalista uchyla głowę przed kolejnym uderzeniem jego siostry.
-No może byście ją ze mnie ściągnęli, co?-usłyszeli zduszony krzyk bruneta, jednak żadne z nich nawet nie drgnęło.
-I tak już po tobie pięknisiu-zaczęła Vi nie zaprzestając uderzeń.-Już jesteś martwy.
-Złaź ze mnie natychmiast wariatko!
Jednak w tym momencie żadne jego słowo nie było w stanie jej powstrzymać. Miała już serdecznie dosyć jego ciągłych docinków oraz szczenięcych zaczepek, które za każdym razem wzmagały w niej szaleńcze myśli, w trakcie, których to poddaje go wszelakim torturom.
-Vivian czy mogę zapytać, dlaczego znęcasz się nad moim chłopakiem?-zapytała Lachelle przyglądając się z lekkim przerażeniem całej scenie.
-Bo...ta…stara…cholera…próbowała…wyrwać…mi…włosy!-krzyczała wściekle w przerwie pomiędzy wymachiwaniem rękami.
Pierre poczuł się jakby ktoś właśnie wylał na niego kubeł zimnej wody. Fala złości ogarnęła jego ciało i odzyskawszy utraconą wcześniej z niewyjaśnionych przyczyn siłę złapał jednym zwinnym ruchem ręki za nadgarstki szatynki. Wstał przerzucając zaskoczoną dziewczynę przez ramię, po czym bez słowa wyniósł ją z salonu zamykając w łazience.
-O nie pacanie! Drugi raz nie dam ci się wywalić za drzwi!
-Właśnie to zrobiłem.
-Wypuść mnie z tego kibla!
-Niby, dlaczego?-zapytał nieco głupkowatym tonem przytrzymując całym ciężarem ciała drzwi.
-Bo żeś tu nasrał a teraz każesz mi siedzieć w tym smrodzie!
-Pff…nie mój problem. Ja tylko zrobiłem swoje i wyszedłem.
-Nie drażnij się ze mną!
-Nie drażnię.
-Drażnisz!
-Wcale, że nie-odpowiedział spokojnie po raz kolejny.
Stwierdziła, że już chyba bardziej wściekła być nie może. Na dodatek teraźniejsza sytuacja przypomniała jej, czym zakończyła się ostatnia taka potyczka z brunetem. Chciała uniknąć bolących pięści, postanawiając załatwić to w zupełnie obcy dla siebie sposób.
-Dobra Bouvier, macham białą flagą na znak kapitulacji.-odpowiedziała ze zrezygnowaniem.
-Jaką flagą? Ja tu nic żadnego białego nie widzę-odpowiedział znudzonym tonem czekając na dalszy przebieg akcji w jej wykonaniu.
-Mam ci swoimi białymi stringami przed oczami pomachać, żeby informacje w końcu dotarły do twojego pustego móżdżku?!
-A wiesz, że to z tymi stringami to nie jest wcale taki zły pomysł?
-Bouvier!!!
-Okej, okej…-bawiła już go ta cała sytuacja i nawet nie próbował tego przez nią ukrywać-Ale najpierw musisz mnie przeprosić.
-No chyba żartujesz.-prychnęła pogardliwie Vi-Już nie powiem, kto tu kogo ma przepraszać.
-Widzę, że siedzenie w naszej łazience bardzo ci się spodobało.
Przyrzekła sobie, że gdy tylko wyjdzie z tego pomieszczenia urwie temu kretynowi jego klejnoty. I nie będzie żadnego zmiłuj.
-Przepraszam.-rzekła po chwili starając się wypowiedzieć to bardzo wyraźnie by nie musiała, nie daj Boże wszystkiego powtarzać.
Bardzo z siebie zadowolony odsunął się powoli od drzwi. Nie sądził, że pójdzie mu aż tak dobrze, w końcu poznał doskonale bojowniczy charakter dziewczyny.
Z impetem otworzyła drzwi nie zważając na to czy brunet dostanie nimi czy nie. Nie raczyła go nawet jednym spojrzeniem, jednak widać było, że po raz kolejny najchętniej rzuciłaby się na niego z pięściami. Bez słowa powrócili ponownie do reszty zespołu, którzy pozostając w tych samych pozycjach, co uprzednio, wpatrywali się w nich z zaciekawieniem i pobłażliwością.
-Widzę, że dzieci w końcu skończyły zabawę?-odezwał się roześmiany Pat.
-Chociaż ty tym razem nie zaczynaj. Wystarczą mi już zszarpane nerwy przez to coś-wskazała głową na dumnego jak paw Pierre’a.-Nawet nie próbuj.-odezwała się gdy brunet zrobił niebezpieczny krok w jej stronę.-Powiedz mi lepiej do jasnej cholery, za co to niby miałam cię przepraszać?
-No i wszystko od nowa-stwierdziła Lach, jednak napotkawszy wściekłe spojrzenie szatynki natychmiast ucichła.
-Nazwałaś mnie starym.-rzekł z udawanym wyrzutem Pierre. Vivian prychnęła długim głośnym śmiechem.-A co jest w tym takiego szokująco obraźliwego? Przecież to prawda.
-Nie dolewaj oliwy do ognia.
-Nawet nie mam takiego zamiaru.-odpowiedziała całkiem szczerze. -No nie…tylko nie mówcie mi, że to coś myśli, że nadal jest zbuntowanym nastolatkiem.-zwróciła się z tą uwagą do pozostałych osób. Gdy zauważyła znaczące spojrzenia reszty z SP dostała kolejnego ataku śmiechu.-Chłopie obudź się!-pstryknęła mu palcami przed oczami-Za chwilę stuknie ci trzydziestka, czas przygotowań dla wszystkich emerytów i rencistów.
-Uuu….Vi, nieźle pogrywasz-pochwalił dziewczynę po krótkiej przerwie, David.-Pierre, może jakiś kontratak?-Wszystkie osoby przenosiły naprzemiennie wzrok z bruneta na Vivian czekając, co też przyniosą kolejne sekundy.
-Dosyć.-rzekł w końcu zdecydowanym i bynajmniej niezbyt uprzejmym tonem Bouvier.-Wy-wskazał głową na swój zespół-Przestajecie w tej chwili się ze mnie nabijać, a ty…-spojrzał na szatynkę morderczym wzrokiem-A ty z łaski swojej nie próbuj być taka przemądrzale dorosła, bo w rzeczywistości jesteś tylko zwykłym gówniarzem z jeszcze większym szczenięcym ego niż moje. Pani mądralińska od siedmiu boleści się znalazła, która do tego zamiast pracować nad poprawą swojego wkurzającego charakteru zajmuje się wtykaniem nosa w nieswoje sprawy. Otwórz oczy dziecko.
Uderzył w samo sedno. Zszokował nie tylko ją, ale także i siebie. Słowa, które wydobyły się z jego ust były jednym wielkim niekontrolowanym wybuchem, który i tak prędzej czy później musiał wydostać się na powierzchnię. Ta dziewczyna wzbierała w nim tyle skrajnie wściekłych emocji, co żadna inna. Już nawet jego powaleni i zakręceni kumple, których przecież momentami miał naprawdę serdecznie dosyć, byli do wytrzymania. Aż tu nagle pojawiła się ona....
Chciała najzwyczajniej w świecie walnąć go jak najmocniej w twarz. Miliony przeróżnych wyzwisk kotłowało się w jej głowie z zawrotną szybkością, a serce waliło niemiłosiernie dokuczliwie. Dziwiła się, że jest w stanie jeszcze złapać w miarę równomierny oddech. Praktycznie w tym momencie zdawała się nie myśleć, wściekłość ogarnęła ją na całego tłumiąc wszystko inne. Chęć mordu była u niej o wiele bardziej większa niż podczas ich wcześniejszej bójki, wystarczyłoby żeby wyciągnęła ręce i udusiłaby go tu, na miejscu.
Stała naprzeciw niego z równie bojową miną co jego, oddychając ciężko i próbując się uspokoić. Jednak pomimo tego już w następnej chwili bez jakiegokolwiek wahania wyładowała całą swoją złość na brunecie zdzielając go porządnie w policzek. Lachelle pisnęła i wraz z pozostałymi chłopakami, równie zszokowanymi niespodziewanym obrotem sprawy, co ona okrążyła ową dwójkę z każdej strony. David razem z Sebastienem wsparli ramię Pierre’a na swoich pomagając mu wstać z podłogi, na której wylądował za sprawą szatynki wciąż kurczowo trzymając się bolącego miejsca nie szczędząc przy okazji wszelakich przekleństw skierowanych w stronę dziewczyny.
-Mam nadzieję, że zapamiętasz moją pięść do końca życia-syknęła wściekle z pełna satysfakcją-Przynieście temu przeklętemu paniczowi lodu, bo z pewnością mu się teraz przyda.
Powiedziawszy to skierowała się do swojego pokoju nie spoglądając ani razu na tłoczących się przy brunecie chłopaków i z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.
-Zapowiada się naprawdę bardzo ciekawy dzień-stwierdził Chuck wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą znajdowała się Vivian.
***
Wróciłam. Tak długa przerwa spowodowana była miesięcznymi praktykami, które niestety wiązały sie z odcięciem od internetu co uwierzcie mi, ledwo zniosłam x] Więc w ramach rekompensaty za zwłokę wstawiam nową, dłuższą cześć którą pisałam ostatnimi dniami na kolanach podczas jazdy warszawską komunikacją. Ogólnie mi się podoba, choć zapewne jak widać po treści notki miałam wahania nastrojów więc dlatego tak to wszystko wygląda.
Ps: Przepraszam, że nie informowałam o wcześniejszej notce, ale zarówno mylog jak i brak czasu nie pozwoliły mi na to zbytnio. Mam nadzieję, że wybaczycie;*
Zaległości w Waszych notkach postaram się nadrobić jeszcze w tym tygodniu;)
komentarze [7]#10.I will be all that you want >> sobota, 1 listopada 2008 20:33:21
Sami nie wiedzieli, kiedy udało im się zasnąć jednak, gdy tylko się obudzili zobaczyli dookoła krzątających się chłopaków i Lachelle.
-Robię kawę. Jeśli ktoś nie chce, mówić-odezwała się blondynka nastawiając wodę w ekspresie.-Vivian chcesz słabszą czy mocniejszą?
-Średnią. Słaba nic by nie podziałała a mocna by mnie zabiła.-odpowiedziała szatynka zaspanym głosem. Zdjęła ramię śpiącego jeszcze Jeff’a ze swojego i wstała z fotela przeciągając się zdrowo-Pomóc ci?
-Właściwie to tak-odpowiedziała Lach widząc jak dziewczyna podchodzi do niej-Możesz zająć się przygotowaniem kanapek. Sporej ilości.-zaśmiała się.
-No zauważyłam właśnie, że apetyt to oni wszyscy mają jak mało, kto.
-Kiedyś aż nie wyrabiałam sama z szykowaniem jedzenia, bo ta banda zjadała wszystko zanim zdążyłam siąść do stołu-zażartowała blondynka całując w policzek krzątającego się obok Pierre’a-Dlatego prawie zawsze coś zamawiamy.
-A wy już plotkujecie.
-Jak to baby. Przyzwyczajaj się, bo teraz zamiast jednej masz dwie na głowie-zagadneła go szatynka.
-Witam wszystkich-zaświergotał wesoło przybyły Patrick.-Jedzenie już jest?
-Sie robi. Uprzedzam, że obie też chcemy się posilić, więc nie próbujcie nawet zjeść sami tego wszystkiego.-powiedziała groźnie Vi w stronę zebranych dookoła stołu chłopaków-Mamy w zanadrzu ostre szpilki Lach i moje paznokcie, poobgryzywane wprawdzie ale niezwykle użyteczne i nie zawahamy się ich wykorzystać by odgonić was od jedzenia.
-Tak jest pani prezez-wykrzyknęli jednogłośnie.
-Żadnego sprzeciwu, pierwszy raz widzę u nich takie zjawisko-zaśmiała się blondynka.
-Z facetami trzeba twardo i krótko moja droga-spojrzała znacząco na Pierre’a.
-Czy mogłabyś, chociaż jej nie uczyć tych swoich cwanych sztuczek?-zapytał
-Jakich znowu sztuczek Bouvier? Weź ty się jaśniej wyrażaj jak na prawdziwego faceta przystało.
-Ty już dobrze wiesz, jakich.
-Dlaczego od nas uciekłeś Jeff?-odezwał się nagle David zmieniając temat by nie wywołać kolejnej sprzeczki między Vivian a Pierre’m, którzy widać uwielbiali wzajemne durne wymiany poglądów na równie durne tematy.
-Niby kiedy?
-No w nocy!-podchwycił Pat.-Było nam zimno bez ciebie w łóżku.
Wszyscy parsknęli śmiechem. Wyglądało na to, że plan Dava podziałał.
-Zgłupieliście.
-Wcale nie. Obudziłem się, zobaczyłem, że ciebie nie ma i…znowu usnąłem. Cholera.-zaklął z udawaną rezygnacją blondyn.
-No to widzę właśnie jak za mną tęskniliście. Tylko sen wam w głowie a biednym Jeff’ym nikt się nie zainteresuje-zrobił minę zbitego psa i chwycił kolejną kanapkę.
-Ale jak wszyscy widzieliśmy rano, jednak znalazłeś sobie dobrą poduszkę.-rzekł szczerzący się Dav spoglądając na Vivian.
-Nie świadczę żadnych usług tego typu, więc nawet nie próbujcie sypać propozycjami-uprzedziła ich.-Ale fakt, wasze poduszki nie są za miękkie, przynajmniej moja.
-Tylko mi nie mów, że i ją mam ci oddać-odezwał się milczący do tej pory Pierre.
-Nawet o tym nie pomyślałam, ale skoro sam to zaproponowałeś…
-Ani mi się śni.
-Możesz wziąć moją. Wygładzona i odpowiednio wytarta.-odezwał się Patrick.
Szatynka zaśmiała się wstała od stołu i kierując się do swojego pokoju krzyknęła na odchodne spoglądając na bruneta-Nie trzeba. Chciałam jedynie wkurzyć Bouviera.
***
szablon chyba tymczasowy, bo poprzedni coś się chrzanił.
komentarze [9]#9.I will be all that you want >> sobota, 25 października 2008 15:43:04
Już drugi raz w ciągu kilku dniu przeklinała pomysłodawcę przyciemnianych szyb w autobusie. Siedziała skulona na wygodnym fotelu w salonie tuż przy oknie spoglądając na nocny krajobraz i tysiące przemijających kolorowych neonów, które z trudnością wdzierały się do środka. Pędzili ulicami opustoszałego o tej porze miasta jednak pomimo tego w żaden sposób nie można było odczuć, że są w trasie. Do tego za grosz nie mogła zmusić swój organizm do chociażby krótkiej drzemki, która w jej młodym wieku jest najważniejsza jak to zawsze miał mawiać jej brat.
-Vivian? To ty?-jej rozmyślania przerwał czyjś szept.
-Tak Jeff, obudziłam cię?-odpowiedziała wytężając wzrok w ciemności w poszukiwaniu sylwetki swojego brata.
-Nie skąd. Chuck jak zwykle gada przez sen-usiadł obok niej-A poza tym nie mogłem zasnąć.
-To tak samo jak ja.
-Więc jednak jesteśmy jednej krwi, Patrick będzie zaskoczony.
-Jak to?
-Nie ważne-zaśmiał się pod nosem-Ten pajac zawsze coś wymyśli, nie warto się nim nawet przejmować.
-Od zawsze wiedziałam, że tworzycie naprawdę jedną wielką kochającą się rodzinę.
-W każdej jednak trafiają się takie niewiadomo, co jak on.-Oboje uśmiechnęli się równocześnie spoglądając na siebie. Jedno z jaśniejszych świateł oświetliło twarz szatynki ukazując sińca, którego tak zachłannie starała się przed nim ukryć pierwszego dnia.
-Nadal jest duży.-zagadnął ujmując w dłonie jej twarz.. -Nie boli cię, chociaż? Bo nie wygląda zbyt przyjemnie.
-Jeśli się go maca to boli.-rzekła spokojnie na co ten natychmiast zabrał ręce przepraszając.
-Żartowałam Jeff, nic nie czuję.
-W dzień nie jest zbytnio widoczny. Jakieś czary wyprawiasz, że znika?-zażartował wpatrują się z troską w swoją siostrę.
-Magia odpowiedniego podkładu pożyczonego od Lachelle i już po nim. Ot cała filozofia.
-Te wasze babskie cudeńka-rzekł radośnie.
Przez moment żadne z nich nie odezwało się wpatrując się w mijające nocne krajobrazy. Oboje uwielbiali tą tęczę miejskich świateł mieniących się tysiącami kolorów, że mogliby gapić się na nią bez przerwy.
-Dziękuję ci, że pozwoliłeś mi z wami jechać.-odezwała się szatynka.
-Vi już ci mówiłem, że zawsze będę się tobą opiekował. Zapomniałaś, że…
-jestem twoim oczkiem w głowie, tak pamiętam-dokończyła przytulając się do jego ramienia. Objął ją delikatnie całując w sam środek głowy.
-Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, co się dzieje w domu.-odezwał się z wyrzutem gładząc ją po włosach-Przemówił bym mu w końcu do rozsądku.
-Właśnie, dlatego Jeff’y. Nie chciałam, żebyś miał kłopoty. Zostawiłbyś chłopaków, którzy cię teraz najbardziej potrzebują, przyjechał do mnie, zabił ojca, trafił na 50 lat za kratki…nawarzyłbyś sobie większego bigosu niż byś przypuszczał. A to wszystko przeze mnie-odpowiedziała na jednym wydechu czując jak łzy powoli napływają do jej oczu. Szybko przetarła je dłonią nie chcąc by je dostrzegł.
-Vivian do cholery, przecież jesteś moją siostrą!-podniósł głos, jednak widząc uciszający gest szatynki uspokoił się nieco- I to TWOJE, nie ich dobro jest dla mnie najważniejsze. Zrozum to wreszcie.
-Nie chcę, żeby potem obwiniali mnie za rozpad waszego zespołu.-odpowiedziała z ledwością powstrzymując łamiący się głos.
-Co ty opowiadasz? Vivian, jaki rozpad?! Przecież sama widzisz, że Simple Plan ma się bardzo dobrze.-sam nie wierzył w to co od niej słyszy.
-Ale…
-Nie ma żadnego, ale kochanie. Myśl o swoim szczęściu, nami się nie zamartwiaj.
-Nie chcę być egoistką.-usłyszał jej cichy szept tuż obok swojego ucha.
-Chęć lepszego życia to nie egoizm.
-Wiem Jeff. Ale znasz mnie przecież, nie darowałabym sobie gdybyś przeze mnie rzucił muzykę.
Tkwiła w jego ramionach niczym bezbronne dziecko zagubione pośród okropnego świata. Przez cały czas gładził jej włosy, uspokajał słowem dodawał otuchy. Za to go kochała.
-Długo to trwa?
-Jakiś czas.-zrozumiała, że pyta o sytuację w ich domu-Dwa lata, może rok…kilka miesięcy. Nie jestem pewna. Dni tak szybko przemijały, że straciłam rachubę.
-Gdybym wtedy wiedział zabrałbym cię ze sobą od razu.
-Nie rzuciłabym szkoły Jeff. Nie wyszłoby to twoje porwanie-uśmiechnęła się nieznacznie do niego podnosząc wzrok i wpatrując się w jego brązowe oczy.
-Może masz rację, ale zawsze jest jakieś wyjście.
-Sama w końcu je znalazłam. Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze?
-Jeśli tego chcesz nie rozmawiajmy.-pocałował ją w czoło.
***
Zaczarowana teledyskiem do "save you". Wybaczcie za zwłokę.
komentarze [5]#8.I will be all that you want >> sobota, 27 września 2008 23:50:03
-Czy to jest jakaś gra wstępna w twoim wykonaniu?-zapytał całkowicie zaskoczony zaistniałą sytuacją. Stał zdezorientowany przed autobusem razem z Vivian, która wspinając się na palcach zachłannie mierzwiła rękami jego włosy.
-Nie ruszaj się tak, bo nie wyjdzie-odpowiedziała tocząc bój z kosmkami włosów-Dlaczego ich nie obetniesz? Po co ci taka szopa na głowie? Albo to i dobrze, dłuższe są bardziej twórcze-rzekła nie dając dojść mu do głosu.
-Nadal nie rozumiem, co ty robisz.
-Zamknij się. Już prawie gotowe-uciszała go.
-A, co z naszym ostrym seksem?-zapytał uśmiechnięty wpatrując się w jej błękitne oczy-To boli!-dodał gdy pociągnęła mocniej za jego czuprynę.
-Wykończyłabym cię kochaniutki-odpowiedziała zadziornie na chwilę odrywając się od jego włosów.
-Gotowe!-krzyknęła zadowolona-Tylko nie warz mi się teraz poruszyć. Zostawiła bruneta na zewnątrz, a sama ponownie usiadła na schodach zabierając się za rysowanie.
-Czy ja właśnie awansowałem z piosenkarza w twojego prywatnego modela?
-Jeśli ten upierdliwy model w tej chwili się nie przymknie to wybije mu wszystkie jego śliczniutkie ząbki-rzekła posyłając mu groźne spojrzenie, do którego w końcu się zastosował.
Czuła, że tym razem uda się jej skończyć rysunek. Z niewiadomych przyczyn wcześniej nie potrafiła dokładnie odtworzyć obrazu jego poczochranych włosów z pierwszego dnia, gdy tylko przyjechała do NY. Wyglądał wtedy tak komicznie, że po prostu nie mogła przestać myśleć o jego mimice twarzy, którą w tamtym momencie ją uraczył.
-Dlaczego twierdzisz, żebym nie podołał twoim erotycznym fantazjom?-zapytał po dłuższej, jak na niego chwili milczenia.
-Bo widząc, że jeszcze żyjesz wiem. Nie kręć głową.-dodała spoglądając z nad kartki na zniecierpliwionego staniem bruneta.
-O, co ci chodzi?
-Bouvier, chyba nie myślisz, że będę w tym momencie rozmawiała z tobą o seksie.
-A, dlaczego by nie?-zażartował drapiąc się po czole.
-Pozwól, że zapytam, ale czy ty przypadkiem nie przechodzisz jeszcze okres bujnego dojrzewania i tak cię podniecają tematy o seksie?-z poirytowaniem obserwowała jak jego mimika przybiera coraz to nowe postacie jakby nie wiedząc na której aktualnie się skupić.
-Mam ci odpowiedzieć?-rzekł uśmiechając się.
Vivian zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu delikatnie mrużąc oczy.
-I tak wiem, że zawsze jesteś nabuzowany testosteronem, więc twoja odpowiedź jest raczej w tym momencie zbędna.-odpowiedziała wpatrując się z zachłannością w swoje kartkę.-Wreszcie skończyłam.
-Mogę zerknąć?
-Obraziłabym się, gdybyś tego nie chciał.-powiedziała podchodząc do niego.-I co? Bardzo cię zmutowałam?
Chwycił w ręce jej szkicownik i od razu uśmiechnął się na widok swojego własnego portretu.
-Jestem pod wrażeniem.–pochwalił ją- Idealnie uchwyciłaś moją niesamowitą urodę, ale czy ja wtedy nie miałem przypadkiem kaca?
-Owszem miałeś, ale nie sądzisz, że tak wyglądasz o wiele bardziej…pociągająco?-spytała po namyśle z uśmiechem na ustach.
-Czyli bez kaca jestem do dupy tak?
-Ty to powiedziałeś-rzekła odbierając od niego szkicownik-Chodziło mi prędzej o układ twoich włosów.
-Co tyś się ich tak dzisiaj uczepiła?
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Nie inaczej-odpowiedział stanowczo zastanawiając się, co też od niej usłyszy.
-Za bardzo je ulizujesz i czasami wyglądają tak jakby jakieś zwierze przejechało językiem po twojej głowie. A to raczej nie jest zbytnio sexy.
-Lach się podoba-odparł nieco dotknięty.
-No to już wszystko wiadomo. Weź ty się lepiej momentami jej nie słuchaj, bo straci na tym twój image lowelasa.
-Ale ja nie…-zaczął jednak szatynka przerwała mu machnięciem dłoni, po czym weszła do autobusu.
-Co tam się dzieje?-zapytała słysząc głośne pokrzykiwania chłopaków zwłaszcza Seba.
Razem z brunetem poszli do salonu, po którym porozrzucane były resztki popcornu.
-Wygraliśmy Pierre! Wygraliśmy!- krzyczał Sebastien rzucając się na wchodzącego Bouviera.
-Super. Mój honor uratowany-odparł ironicznie.
-Co ci się stało z włosami?-zapytał Chuck widząc w jakim stanie właśnie się one znajdują.
-Stary, a poszedłeś tylko do kibla. Jakiś huragan cię tam zastał czy co?-zażartował Pat
-To się nazywa artystyczny nieład chłopaki.-odpowiedziała uśmiechnięta Vi-Do twarzy mu w nim nie sądzicie?
-Nie podoba mi się-usłyszała odpowiedź blondynki, która uwiesiła mu się na ramieniu.-Wygląda tak….dziwnie.
-E tam sama wydziwiasz. Ja uważam, że wygląda…
-Niezwykle pociągająco?-wszedł jej w słowo brunet. Uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił ten gest.
-Znasz moje zdanie.-odparła wymijająco.-Zostało cokolwiek z popcornu?-zwróciła się do pozostałych chłopaków.
-Świeże łuskwiny kukurydziane, samo zdrowie siostrzyczko. Wcinaj do woli-rzekł Jeff wskazując na zaśmieconą nimi podłogę.
-Och…naprawdę, nie trzeba było. Wystarczyłaby mi tylko sól.
-Wiesz, że muszę o ciebie dbać zarazo jedna.
-Jak zawsze-odpowiedziała radośnie przerzucając jego rękę przez swoje ramie.
***
Sceny o treści pornograficznej zostały usunięte na prośbę moderatora...oczywiście żartuję;) Bo chyba nikt nie oczekiwał gorętszego zakończenia, prawda? xD No. Powiedzmy sobie, że jeszcze takowego nie będzie;)
Ps: Bardzo jest mi miło, że podoba się Wam to wszystko co jest powyżej,poniżej i w archiwum. Że czytacie i komentujecie. Jeśli ktokolwiek ma jakieś sugestie odnośnie tego opowiadania proszę mówić. Chętnie ich wysłucham;)
komentarze [17]#7.I will be all that you want >> niedziela, 14 września 2008 10:22:40
-Dawaj Bouvier, dawaj do cholery!-krzyczał na całe gardło Sebastien w trakcie niesamowicie pasjonującego pojedynku na PlayStation. Jego donośny głos słychać było w każdym zakamarku autobusu, a nawet wydawać by się mogło, że z kolejnym złym uderzeniem w przeciwnika przez bruneta podnosił go do granic możliwości.
-No przecież walę, nie widzisz, że naciskam na przyciski?-wskazał na trzymany w ręce joystick.-Tylko to gówno wcale nie reaguje!
-Chyba znowu z nimi wygramy Pat-zachichotał Dav-Baby, nie potrafią się nawet dobrze bić.
-Zamknij się Desrosiers, bo to ty zaraz dostaniesz w pysk.
-Lewym! Uderzaj lewym mówię!-darł się dalej Seb.
-Daj mi się skupić i nie trzeszcz mi nad uchem!
W salonie panowała ogólna atmosfera wściekłości, zawziętości oraz podniecenia. Chłopaki siedzieli na miękkich fotelach trzymając w rękach trzeszczące już joysticki i tocząc właśnie rundę finałową. Lachelle z początku krzątała się po całym pomieszczeniu, jednak w końcu usiadła obok rozwścieczonego Pierre’a by go dopingować.
-Niech to szlag!-wrzasnął w końcu brunet kiedy cios zadany przez Pata zwalił z nóg jego zawodnika.
-Zjebałem ci twojego lalusia. Ach, cudowne uczucie-rzekł zadowolony blondyn przeciągając się na fotelu.
Bouvier z wściekłością rzucił swój joystick o podłogę roztrzaskując go na kilka kawałków. Seb siedzący obok niego postękiwał z powodu wyeliminowania bruneta i skarżąc się, że teraz cała szala zwycięstwa spoczywa na jego barkach.
-Nie jęcz, tylko wal mocniej. Ja się idę odlać, bo nie mogę już patrzeć na tą cholerną kupę złomu-wstał z fotela depcząc przy okazji wyciągnięte na podłodze nogi Patricka.
-Ej, pogięło cię do reszty?!
-To nagroda na pocieszenie-odrzekł Pierre do rozjuszonego blondyna.
-Przecież to nie ja przegrałem.
-I właśnie dla tego nie mogłem powstrzymać się, aby sobie jej nie wręczyć-odburnknął chowając się za rogiem korytarza. Nie cierpiał przegrywać, co przychodziło mu bardzo rzadko, gdy jednak to się zdarzało reszta chłopaków nie szczędziła sobie na przypominaniu mu o tym na każdym kroku. Przeklinał przez całą drogę do łazienki. Już miał nacisnąć na klamkę, gdy usłyszał dziwne odgłosy dobiegające z końca autobusu. Zaintrygowany nimi postanowił sprawdzić ich źródło udając się w tamtym kierunku. Z każdym kolejnym krokiem stawały się nieco głośniejsze, a gdy był już w połowie drogi spostrzegł jak duża papierowa kulka ląduje niedaleko jego stóp. Podszedł i podniósł ją widząc otwarte tylne drzwi autokaru.
Zobaczył Vivian siedzącą z podpartymi o głowę rękami na jednym ze schodków. W dłoni ściskała niebiesko żółty ołówek coraz uderzając nim o metalową poręcz. Podszedł do niej po cichu i kucnął tuż za plecami zaglądając przez ramię. Na jej kolanach spoczywał duży szkicownik, po którym w tym momencie zacięcie jeździła ołówkiem. Przybliżył jeszcze bliżej swoją głowę do jej ramienia wdychając przy okazji kwiatowy zapach jej włosów. Zobaczył zarys wielkich kształtnych oczu usadzonych na samym środku kartki.
Próbowała wydusić z ołówka odrobinę pomocnej ręki w narysowaniu tej przeklętej twarzy. Kreśliła, poprawiała i znowu kreśliła wyrywając kolejną kartkę z nieudanym szkicem. Wszystko, co udało jej się za każdym razem dobrze narysować to wyłącznie jego oczy. Duże, głęboko osadzone, brązowe oczy. Nic więcej. Wściekła kolejną nieudaną próbą zamazała cały obraz wyrywając po raz setny niedokończoną pracę, gnąc ją w rekach i odrzucając z całej siły do tyłu klnąc przy tym pod nosem.
-Ałaa…, za co to?-wzdrygła się na dźwięk czyjejś obecności. Odwróciła głowę do tyłu i ujrzała tą samą parę oczu, którą tyle razy prawidłowo przenosiła na papier znajdującą się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy. Zerwała się jak oparzona wyskakując z autokaru.
-Ogłupiałeś Bouvier?-powiedziała podnosząc z podłoża upuszczony wcześniej ołówek-Uważałbyś.
-Że niby, co? A od kogo przed chwilą dostałem kulką w głowę?-zapytał oskarżycielskim tonem.
-A, kto był na tyle głupi by wsadzać swój pusty łeb tam gdzie nie trzeba? Nie moja wina.-dodała ignorując bruneta siadając na poprzednim miejscu.
-Kogo rysujesz?
-Coś taki ciekawski?-rzarchnęła obojętnie tym razem zabierając się za szkic nosa.
-Coś taka nieuprzejma?-przedrzeźnił ją.
-Ciebie baranie.-odpowiedziała beznamiętnie rozcierając palcem kontury obrazu-Tylko masz taką skomplikowaną symetrię czaszki, że za cholerę nie mogę jej narysować.
-Mnie?-zapytał zaskoczony otrzymaną odpowiedzią wpatrując się w szatynkę.
-Chyba słuch powinieneś mieć jeszcze dobry.
-Ale czymże sobie zasłużyłem na takie wyróżnienie od ciebie księżniczko-prychnął wpatrując się w rysunek na swoje nowo powstałe oczy.
-Używanie sarkazmu wychodzi ci jeszcze lepiej niż śpiewanie, wiesz? Powinieneś je rzucić dla dobra całej ludzkości. I moje uczy przy okazji odetchnęłyby z ulgą od twojego wycia.
-Nie wiedziałem, że jesteś moją fanką Stinco.
-Bo nie jestem. Nie wszyscy cię kochają Bouvier, uwierz mi.-odpowiedziała nie odrywając wzroku od kartki.
-Czyli, że nie mogę teraz liczyć na małe bzykanko z tobą?-odparł szeptem wypowiadając powoli każde słowo wprost do jej ucha i z uwagą oczekując dalszego przebiegu. Dziewczyna przez chwilę zdawała się w ogóle nie zrozumieć sensu usłyszanych słów dalej kreśląc ołówkiem jego brwi.
-Ależ oczywiście, że tak.-poderwała się radośnie z siedzenia chwytając zaskoczonego bruneta za rękę i wyciągając go na zewnątrz.
***
Chyba nie mam co do te części żadnych zastrzeżeń. A mylog jest tak cudowny, że prawdopodobnie się w nim zakochałam^^
komentarze [11]#6.I will be all that you want >> niedziela, 7 września 2008 11:23:34
Wyszło w końcu na to, że z inicjatywy Vivian wszyscy wybrali się do supermarketu, bo ich lodówka świeciła pustkami a nikt nie zamierzał przez cały czas jechać na pizzie, nawet gdyby była najlepsza na świecie. Zaraz po śniadaniu całą paczką udali się do jednego z największych supermarketów, jaki można sobie tylko wyobrazić.
-Zobaczysz, co się będzie działo w środku-zachęcał ją podczas drogi rozradowany David-Totalny odlot, że aż nie będzie ci się chciało z niego wychodzić.
-Nie mogę się doczekać-odpowiadała na każdą podobną wypowiedź z coraz większym podnieceniem.
Czuła się jak jakaś niezwykle ważna gwiazda otoczona przez zgraję swoich osobistych ochroniarzy. Chłopaki nie odstępowali jej na krok, jakby bojąc się, że gdzieś nagle może im uciec. Tylko Pierre szedł z boku trzymając pod rękę Lachelle, której postukiwania obcasów doprowadzały Vivian do obłędu.
-Jak ty możesz w tym chodzić-zagadnęła w pewnej chwili wskazując na wściekle różowe kilkucentymetrowe szpilki.
-Lata praktyki kochana-uśmiechnęła tak słodko, że szatynka miała ochotę rzygnąć.-Musisz kiedyś spróbować, to nie jest wcale takie trudne.
Perspektywa założenia tego czegoś nie napawała Vi zbytnim optymizmem to też grzecznie wyraziła swoje zdanie na ich temat.-Raczej podziękuję. Prędzej bym się na nich zabiła niżeli zrobiła więcej niż jeden krok.
Brunet, który do tej pory nie odezwał się ani słowem prychnął pogardliwie na słowa szatynki.
-Coś nie tak Bouvier?-zagadneła go.
-Nie, ależ skąd. Po prostu wyobraziłem sobie ciebie jak kuśtykasz na pięćdziesięciocentymetrowych obcasach. Uwierz mi, komiczny widok-zaśmiał się.
-Znowu zaczynacie?-rzekł Pat objąwszy szatynkę ramieniem.
-Ja nie. To on.-wskazała głową na śmiejącego się bruneta-A tak a propo, zastanawiam się czy nie zechciał byś może dostać tymi gigantycznymi szpilkami w krocze.-odrgryzła się Pierre’owi.
-Bolało by jak cholera-odezwał się Seb a przez jego twarz przeszedł grymas cierpienia na samą myśl o tym.
-I o to właśnie chodzi kochaniutki. W odpowiednim wycelowaniu i kopnięciu siła-uśmiechnęła się bojowo mrużąc oczy.
-Rany, nie chciałbym cię mieć za wroga siostrzyczko-dołączył do rozmowy Jeff.-W kogo ty się wdałaś?
-Pewnie, że nie w ciebie-odpowiedziała od razu Vi dając mu lekkiego kuksańca w bok.
W momencie, gdy tylko chłopaki dorwali się do metalowych sklepowych wózków David wraz, z Sebem wsadzili niczego niespodziewającą się szatynkę do jednego z nich, po czym zaczęli ganiać po całej hali za szczerzącym się Pierre’m. Za chwilę dołączyła do tego wyścigu także cała reszta Simple Planu zostawiając poirytowaną ich zachowaniem Lachelle samą z listą potrzebnych produktów i kartą kredytową Bouviera. Po raz kolejny to na nią padł nieszczęsny zaszczyt bezczynnego kupowania. Wszyscy liczyli na jej smykałkę do zakupów dając jej, co do tego wolną rękę. Od razu przystała na te warunki, bo nie miała zamiaru połamać swoich nowych i co najważniejsze markowych szpilek przez dziecinne wygłupy.
Zwracali uwagę swoim głośnym zachowaniem wszystkich znajdujących się wewnątrz sklepu, omijając ich niezdarnie, gdy tylko napatoczyli się na zasięg wózków. Vivian dziwiła się, że jeszcze do tej pory stąd ich nie usunięto.
-Cudowne są uroki bycia celebrities prawda? –zachichotał David ocierając się swoim pędzącym wózkiem o wózek szatynki.-Pełen luz i zero odpowiedzialności.
-Taak…może byście i mnie wkręcili w jakiś interes? Wtedy robiłabym to codziennie.
-Co powiecie na mały pościg? Kto pierwszy ten lepszy?-rzekł Patrick dołączając do rozmowy.
-Tylko na to czekałem-odpowiedział Seb zatrzymując się.-Ja, Pierre i Chuck na ciebie Vivian i Davida. Przegrani będą taszczyli te wszystkie kupione przez Lachelle klamoty prosto do autokaru…bez niczyjej pomocy.-dodał. Stoi?
-Stoi-uścisnął pewnie jego dłoń Pat.
-Ale jak ty się chcesz razem ze mną zmieścić w czymś takim Dav?-zastanawiała się szatynka-Cholernie ciasno.
-I w tym cały urok kochana.
-Zwariowałeś Pat…jajka se zgniecie-zażartowała rozradowana.-Ale dobra, już nic się nie odzywam. Tylko potem mi proszę nie jęczeć, bo jeszcze dołożę.
-Spoko. Mamy w tym wprawę.
-A, co ze mną?-oburzył się Jeff. -Gdzie ja się zmieszczę?
-Ty będziesz sędzią, bo to ci wychodzi najlepiej.-odrzekł Pierre ustawiając ich wózki na starcie.-Przygotuj się na przegraną skarbie-rzucił w stronę szatynki.
-Chrzań się. Wygram.-wystawiła mu język mozolnie wchodząc do środka siadając przed podnieconym Davidem. Było jej odrobinę przyciasno, jednak chłopak usadowił się tak by było jej w miarę jak najwygodniej. Spojrzała do tyłu widząc dyskomfort wymalowany na jego twarzy.-Sami tego chcieliście. I proszę mi nie sapać nad uchem, od razu uprzedzam.
-Dupy w wózkach?-zapytał po chwili Jeff podnosząc rękę do góry i spoglądając na nich.
Wszyscy przytaknęli. Vivian ostatni raz popatrzyła na siedzącego w sąsiednim wózku bruneta wymieniając z nim wyzywające spojrzenia. Tuż za nim gnieździł się Seb, który tłumaczył szeptem taktykę Chuckowi. To na niego spadł główny ciężar jako pchającego.
-Damy im popalić. Jestem mistrzem w bieganiu po supermarketach-usłyszała z tyłu radosny głos Patricka.-Dobra, trzymaj się mocno.-dodał po czym w następnej chwili pędzili długą aleją między artykułami spożywczymi. Czuła się jak pięcioletni brzdąc z bandą jeszcze mniejszych dzieciaków. Piszczeli na cały sklep pokrzykując dookoła uwagi by nikt nie wpadł pod koła wózków robiąc tym samym niemałe zamieszanie wśród klientów spoglądających na nich z politowaniem i oburzeniem jednocześnie. Drużyna z Pierre’m na czele od razu objęła prowadzenie a on sam nie omieszkał się tym fascynować wymachując rękami do góry i szczerząc się do wściekłej szatynki.
-Kurde szybciej, szybciej!-darła się do Patricka, który biegł jak szalony. Meta zbliżała się w nieubłaganym tempie, a od Seba i reszty dzieliły ich niecałe dwa nieszczęsne metry. Przed oczami szatynka widziała już jak ociężale sunie do autokaru z ogromnymi reklamówami zakupów.
Jednak w ostatnich momentach ich wózek nabrał zadziwiającej szybkości przekraczając tym samym linię mety i kończąc wyścig. Vivian wyskoczyła z pojazdu ściskając radośnie Davida i Pata, po czym z wielką satysfakcją zaczęła przedrzeźniać bruneta.
-Kurwa! A mówiłem kretynie żebyś przyśpieszył!-rzarchnął rozwścieczony Pierre do zdyszanego Chucka.
-To, po jaką cholerę pierwszy wsadzałeś swój tłusty tyłek do wózka?! Mogłeś pchać, nie miałbym nic przeciwko.-odparł wściekle na co ten jedynie bezradnie westchnął.
-Pozostaje już tylko mieć nadzieję, że tym razem Lach zrobi o wiele mniejsze zakupy niż ostatnio.-powiedział za chwilę z nadzieją.
-Twoje niedoczekanie-zaśmiała się szatynka wskazując na podążającą w ich kierunku blondynkę z wózkiem wypchanym po brzegi.
***
Tym razem mylog nie zawiódł. Jednak po pierwszym tygodniu nauki widzę, że będzie ciężko. Zwłaszcza z wolnym czasem, ale nie zapeszam. Dam radę, a co;)
komentarze [13]#5.I will be all that you want >> niedziela, 31 sierpnia 2008 11:14:27
Od samego początku miała nadzieję, że pozwolą jej tu zostać. Zresztą było dla niej oczywiste, że Jeff będzie chciał ją zatrzymać przy sobie, by mieć na oku. Dlatego wolała jednak, aby ta inicjatywa wyszła od niego i reszty zespołu, niż jeżeli sama miałaby na siłę wpychać się im na głowę. Jedyną kwestią sporną, która nie została do końca przez wszystkich zaakceptowana, właściwie jedynie tylko przez Pierre’a który miał jakieś sugestie, było dla niej miejsce do spania. Dyskutowali o tym do końca dnia, nie dając zbytnio dość brunetowi i jego uwagom do głosu. W końcu wyszło na to, że szatynka będzie dzieliła pokój Pierre’a i Lachelle wraz z Sebem, który do tej pory spał za ścianą z Davidem. Chłopaki dali jej wolną drogę do wybrania najwygodniejszego łóżka, za co była im wdzięczna. Najodpowiedniejszym z nich wydało się jej właśnie to stojące w pokoju Bouviera, który nie miał innego wyboru jak tylko posłusznie przenieść wszystkie swoje rzeczy do innego. Blondynka o dziwo nie robiła większych problemów o tą zamianę, głównie ze względu na to, iż sama była tu gościem. Zresztą bardzo dobrze pamiętała jak chłopaki z nie tęgimi minami przyjęli jej pojawienie się, dlatego też wolała się nie odzywać, co do tej kwestii. Obydwoje ulokowali się, więc w pokoju obok, a cała pozostała czwórka zajęła jeden z większych pokoi na samym końcu autobusu. Patrick z początku upierał się, że to on chce być w pokoju z szatynką jednak po serii wywodów Jeff’a na temat bezpieczeństwa jej dziewictwa, w końcu dał za wygraną. Vivian przyjęła całą tą sytuację za niesamowicie komiczną i z udawaną urazą zbombardowała swojego brata wszystkimi poduszkami, jakie tylko znalazły się w zasięgu jej rąk.
Następnego dnia wszyscy ponownie spotkali się podczas śniadania, które wcześniej zostało zamówione przez Davida.
-Mmm….co tak pięknie pachnie?-zapytała szatynka wchodząc za Sebem do salonu i zajmując miejsce tuż obok niego przy wielkim stole. Reszta już na nich czekała.
-Specjalność Simple Plan. Gorąca pizza z wszystkim dodatkami, jakie tylko udało mi się wynaleźć w zamówieniu-odpowiedział radośnie Patrick stawiając kolejną porcję jedzenia na blacie stołu.
-Nawet nie wiecie jak ją uwielbiam-rzekła Vivian częstując się jednym z największych kawałków.
-I jak się spało w naszym łóżku księżniczko?-zapytał złośliwie Pierre przeżuwając kęs jedzenia. Szatynka spojrzała na niego jadowicie, oparła ramię o Seba i powiedziała przesłodzonym głosem bawiąc się jego włosami-Cudownie. Nie mogło być lepiej. Sebastien to niewiarygodnie dobry towarzysz. Ten uśmiechnął się do niej dolewając sobie Coli.
-Widzisz, nie tylko ty jesteś znakomitym kochankiem-odpowiedział blondyn a wszyscy dookoła zaczęli się śmiać. Do końca posiłku panowała wesoła atmosfera pomimo kilku docinków bruneta. Gdy wstała od stołu by włożyć brudne talerze do zmywarki usłyszała kolejną wypowiedz Pierre’a-Twoje włosy-zaczął.
-Tak Bouvier. Mam włosy. A to, że Jeff ich nie ma, nie znaczy wcale, że i ja muszę ich nie posiadać.-odpowiedziała poirytowana tą denną uwagą.
-Nie bądź taka cwana. Zmieniłaś kolor-dodał próbując przekrzyczeć salwę śmiechu swoich towarzyszy.
-Brawo za spostrzegawczość.
Tak naprawdę wszyscy to zauważyli, gdy tylko ją zobaczyli, ale nie przyszło im do głowy, aby zagłębić się w ten temat nieco głębiej.-Nie lubię blondynek, więc postanowiłam pomalować je na brązowo by, choć w ten sposób się od nich odciąć. Bez obrazy-zwróciła się do Lachelle, która spojrzała na nią porozumiewawczym wzrokiem
-Nie ma sprawy, ale ja osobiście nie mam nic do blondynek. Uważam, że są naprawdę fajne i mądre-odparła po namyśle ze słodkim uśmiechem, a Vivian niemalże zakrztusiła się ostatnim przeżuwanym kęsem pizzy przez jej ociekającą inteligencją wypowiedź. Z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzała się we własnym przekonaniu, co do niej. Pusta i głupia. Zupełnie tak jak wygląda. Spojrzała na nią pobłażliwie mając nadzieję, że jednak istnieje coś, cokolwiek, co jest w stanie zmienić tą chodzącą Barbie z napompowanymi cyckami w normalnego człowieka.
-Dobra, słuchajcie wszyscy-zaczął Patrick wstając z krzesła-Jako wasz jedyny, najwspanialszy, niezastąpiony i najprzystojniejszy menager udzielam sobie głosu i pytam, co planujecie dzisiaj robić?
-Nie wiem. Ty tu jesteś w końcu tym przeklętym menagerem-prychnął David
-Osobiście proponuję odwiedzenie jednego z tutejszych sex shopów.-odpowiedział bez zastanowienia Pat.
Vivian zaśmiała się głośno ukazując parę dołeczków po obu stronach policzków. Uwielbiała blondyna i jego niesamowite poczucie humoru. W jego towarzystwie czuła się rozluźniona i nie musiała uważać na słowa, bo wszystko obracał w żart. Za to ceniła go najbardziej. Cały zespół był dla niej jak rodzina, pomimo że ostatnio widziała ich kilka lat temu utrzymywała z nimi telefoniczny i mailowy kontakt. Oprócz Jeffa i ojca nie miała nikogo bliskiego, bo ich matka zmarła na raka jak Vivian była małą dziewczynką.
-A, co ty chcesz tam robić-zaśmiała się.
-Jak to, co?-zapytał zdziwiony-Uzupełniać zapasy.
-Najpierw to ty idź się na głowę leczyć palancie, bo o tej porze są zamknięte.-odezwał się Pierre.-A poza tym ciekawy jestem, po co ci to wszystko jak i tak żadna cię nie zechce.
-Nie był bym tego taki pewien-odparł Pat uśmiechając się zaczepnie do szatynki, która nie zdążyła nawet zareagować, bo wyprzedził ją jak zwykle Jeff -Przestaniesz?-odparł groźnie.
-Mój ty kochany braciszku-powiedziała dobrodusznie całując go w policzek.
-Możemy i my o to prosić?-Seb, David i Patrick wskazali na własną twarz.
-Nie!-ryknął na nich Jeff.
***
Późno niż to sobie wcześniej zaplanowałam, ale ten dobijający mylog nie dawał mi na to szansy. Zresztą, nie pierwszy raz. Pozdrawiam.
komentarze [10]#4.I will be all that you want >> niedziela, 10 sierpnia 2008 14:17:27
-Czy on jest zawsze taki upierdliwy?-zapytała cicho Vivian idącego obok Patricka.
-Zawsze-odpowiedział z uśmiechem.
Szli dosyć długim korytarzem mijając po drodze ciemny pokój, w którym przespali ostatnią noc i w którym panował podobny bałagan, co w salonie, choć może nawet nieco mniejszy. Nie przypuszczała, że jest tu aż tyle wolnego miejsca. Z zewnątrz autobus wyglądał imponująco, jednak to nic w porównaniu z tym, co widzi tu, wewnątrz.
-To tutaj.-usłyszała głos Patricka wskazującego białe drzwi.-Jak będziesz czegoś potrzebowała, zawołaj.
-Dziękuję, chyba sobie poradzę.-odpowiedziała naciskając za klamkę i chowając się we wnętrzu pomieszczenia.
Gdy powrócił do reszty zespołu, ci dyskutowali o czymś przyciszonym głosem. Usłyszawszy zbliżające się kroki ucichli na chwilę, lecz gdy ujrzeli jego twarz ponownie wznowili konwersację.
-Vivian w łazience?-przerwał Jeff.
-Tak, właśnie weszła. Muszę ci powiedzieć stary, że twoja siostra wyrosła na bardzo ładną kobietę. Patrząc na ciebie mam wątpliwości czy aby na pewno jesteście jednej krwi-zażartował Pat siadając między Davidem a Sebem. Cała piątka ryknęła głośnym śmiechem.
-Bardzo zabawne. Zachowaj dla siebie swój popęd seksualny i nie warz się jej nawet tknąć. Bo dokończę to, co nie udało się Pierre’owi i pozbawię cię przyrodzenia.
-Jeff, wyluzuj. Nie miałem nic złego na myśli, ale przyznasz, że brzydka to ona nie jest.
-No nie…-zaczął- Dobra, ale może przejdźmy w końcu do konkretów. Zanim przylazłeś dyskutowałem z resztą o moim pomyśle.
-Jakim mianowicie?-zapytał z ciekawością blondyn.
Jeff ściszył nieco głos, ale gdy tylko usłyszał szum wody dochodzący z łazienki przemówił już normalnym tonem.
-Nie miałbyś nic przeciwko, gdyby Vivian zamieszkała z nami?- wpatrywał się w niego z uwagą- Mamy tutaj wystarczająco dużo miejsca dla jeszcze jednej osoby. A nie mogę pozwolić, aby ten skurwiel ponownie ją skrzywdził. Nie darowałbym sobie tego do końca życia.
-Jasne nie ma sprawy.-odparł Patrick-Dla naszej zbuntowanej księżniczki wszystko-dodał szczerząc się do Pierre’a, któremu ten pomysł najwidoczniej nie przypadł do gustu.
Spoglądając na olbrzymią wannę z hydromasażem, idealnie lśniące płytki, którymi wysadzane było całe pomieszczenie i ten niesamowity zapach olejków unoszący się w powietrzu sprawił, że postanowiła spędzić tutaj znacznie więcej czasu niż przypuszczała. Odkręciła wodę i przez chwile przyglądała się jak powoli napełnia ona całe wnętrze wanny. Pozbyła się wszystkich części garderoby rozrzucając je niedbale na podłodze i czym prędzej wskoczyła do gorącej wody. Czuła się wspaniale. Odprężenie i chwila spokoju to wszystko, czego potrzebowała najbardziej. Kilkakrotnie zatracała rachubę czasu jednak ponaglane, przez Pierre’a pukanie w drzwi łazienki sprowadzały ją na ziemię-Jeszcze żyję, nie zamartwiaj się tak-mawiała z irytacją za każdym razem, gdy słyszała jego głośny głos. Nie zamierzała wychodzić z wanny do momentu, który ona sama nie uzna za właściwy a poza tym tak szczerze powiedziawszy chciała zrobić mu na złość.
-Daj jej w końcu spokój. Niech sobie dziewczyna odpocznie- powiedział Seb mozolnie krzątając się po całym autobusie i próbując w jakiś sposób go posprzątać.-Lepiej mi pomóż, sam sobie nie poradzę z tym wszystkim. Za dużo tego.
Skończyło się w końcu na tym, że wszyscy balangowicze przyłączyli się do niego i gdy Vivian po niecałych dwóch godzinach wyszła z łazienki ujrzała w miarę dokładnie lśniący czystością olbrzymi autokar.
-No, no…spisaliście się i do tego jeszcze na kacu…-pochwaliła ich wchodząc do salonu.-Nie wiem czyja, ale sobie pożyczyłam -wskazała na bawełnianą koszulę, którą miała na sobie. Sięgała jej nieco do kolan, choć ona i tak uważała, że jest za krótka.-No, co się tak patrzycie? Bardzo ładnie pachniała.
Usiadła na wolnym miejscu tuż obok Patricka odprowadzana wzrokiem przez całe towarzystwo. Jej wilgotne włosy spoczywały na ramionach a rumiana twarz uśmiechała się do wszystkich serdecznie.
-Napijesz się kawy?-zapytał Jeff wstając z fotela, gdy zobaczył kiwnięcie głowy Vi podszedł do szafki wyciągając jeden z porcelanowych kubków.
-Moja-odezwał się nagle Pierre.
-Co twoja?
-Koszula. Jest moja.
-No i co?
-Sam prałem-uśmiechnął się dumny z tego osiągnięcia.
-Wasz proszek ma bardzo ładny zapach-powiedziała z obojętnością posyłając mu przelotne spojrzenie kątem oka widząc jak Lachelle z zachłannością klei się do niego. Zrobiła obrzydzoną minę całkowicie ich olewając. Bouvier uznał jej reakcję za przejaw zazdrości i jeszcze mocniej objął blondynkę spoglądając na Vivian. Ta jednak zajęta była już rozmową z Davidem i pozostałymi chłopakami popijając przy tym swoją kawę.
-Skąd właściwie wiedziałaś gdzie nas szukać?-spytał Chuck a reszta przytaknęła z ciekawością.
-Dzięki emailom od Jeff’a. Zawsze chcę wiedzieć, co dzieję się u mojego kochanego braciszka-spojrzała radośnie na chłopaka- A on nie ma nic przeciwko.
-No to już teraz wiemy, dlaczego tak zachłannie ślęczał przed laptopem-zażartował Patrick klepiąc go po plecach- a my wszyscy myśleliśmy, że ma jakąś tajemniczą kochankę.
-A tu niespodzianka-odezwała się uśmiechnięta Vi-choć nigdy nie wiadomo czy jednak nie ma żadnej w zanadrzu.
Ryknęli śmiechem.
-Jak otworzyłaś drzwi?
-Dałem jej zapasowe klucze. Na wszelki wypadek-odpowiedział za siostrę Jeff.
-No i w końcu mi się przydał.
-Słuchaj Vivian…-zaczął-Nie wiem, co dalej planujesz, ale chcę…to znaczy wszyscy, chcemy żebyś tutaj z nami została.
-Naprawdę wszyscy?-zapytała podejrzliwie spoglądając na znudzonego Pierre’a.
-Tak, wszyscy-odezwał się David, jednak nie spuszczając wzroku z bruneta dziewczyna powiedziała- Chcę to usłyszeć od niego.
Całe sześć pięć par oczu wpatrywało się z oczekiwaniem w Bouviera.
-Wszyscy-powiedział w końcu z zaciętą miną.
-To znaczy, że mogę zacząć się rozpakowywać?-zapytała triumfalnie Vivian chwytając swoje torby.
***
Krótkotrwały dostęp do neta a wraz z nim nowa notka. Kolejna
prawdopodobnie za tydzień choć nie jestem pewna gdyż przedłużam swój wyjazd do końca sierpnia. Co będzie dalej, zobaczymy. Życzę miłych wakacji;)
komentarze [9]#3.I will be all that you want >> czwartek, 31 lipica 2008 12:32:15
Otworzył natychmiast i wpuścił ją do środka zadając przy tym tysiące pytań kilkakrotnie przy tym ziewając. –Jak się tu znalazłaś? Skąd wiedziałaś, gdzie nasz szukać? Ojciec o tym wszystkim wie?
-Możesz się, chociaż na chwilę przymknąć? Chciałabym spokojnie usiąść i odpocząć po podróży. Nie czuję żadnych mięśni.
Zrobił przepraszającą minę i gestem ręki zaprosił na kanapę. –Napijesz się czegoś?-zapytał.
-Chętnie, ale i tak niczego nie macie.
-To fakt.-odpowiedział zaglądając do lodówki.-Ale chwileczkę, skąd o tym wiesz?-zapytał z ciekawością spoglądając zaspale na dziewczynę grzebiącą w jednej ze swoich toreb.
-Bo już tu zdążyła wcześniej wtargnąć i rozeznać się w zawartości naszej lodówki-rzekł Pierre wchodząc do salonu z pozostałymi członkami zespołu, którzy widząc Vivian siedzącą w ich salonie powitali ją serdecznymi uśmiechami-Musimy przejść się do sklepu po zapasy.
-Weszłaś tutaj? Niby jak?
-Drzwiami braciszku, jak normalny i kulturalny człowiek, ale ten palant-wskazała głową na siedzącego naprzeciwko niej bruneta-bezczelnie mnie wyrzucił.
-Sama jesteś bezczelna. Weszłaś tutaj jak byś była u siebie, nawet się nie przedstawiając a poza tym skąd miałem wiedzieć, że jesteś siostrą Jeff’a?-zapytał wpatrując się w nią wściekłym wzrokiem.
-Bo nie dałeś mi na to nawet zasranej szansy, tylko wykopałeś mnie stąd jak śmiecia.
-Nie poznałem cię.-tłumaczył się dalej a reszta zespołu z zaciekawieniem przypatrywała się tej interesującej konfrontacji. Vi prychnęła jedynie na jego uwagę i zwróciła się w stronę brata.-Przepraszam, że cię nie uprzedziłam o moim przyjeździe, ale musiałam stamtąd jak najszybciej wyjechać, bo nie wytrzymałabym z nim ani sekundy dłużej.
-Nic nie szkodzi. Cieszę się, że jesteś. Co ci się stało w oko?-zapytał przyglądając się uważnie jej twarzy.
-Nic takiego. Wpadłam na drzewo.-starała się jeszcze bardziej naciągnąć daszek czapki na czoło by zakryć sporego sińca otaczającego jej lewe oko.
-Nie kłam.-rzekł kucając przed nią-Ojciec ci to zrobił?
Milczała przez chwilę wpatrując się zachłannie w swoje dłonie-Nie martw się. Oddałam mu. Nie pozbiera się przez przynajmniej kilka dni. Uśmiechnęła się niepewnie. Przyglądał się z troską w jej niebieskie oczy, po czym poklepał ją po głowie.-Dobra dziewczynka.
-Nie jestem żadną dziewczynką. Mam już 18 lat-powiedziała z dumą wstając.
-Przecież ty jeszcze nie masz 18.-rzekł uśmiechnięty Jeff.
-No i co z tego? Jeszcze miesiąc i będę miała. Wielka mi różnica.
Podeszła do wiszącego na ścianie dużego lustra z mosiężnymi ramami i zdjęła czapkę. Pukiel długich kasztanowych włosów schowanych wcześniej pod przykryciem opadł na jej opalone ramiona. -Od razu lepiej, strasznie niewygodnie. Muszę chyba je obciąć, bo zaczynają mnie już denerwować-powiedziała mierzwiąc włosy i poprawiając grzywkę.
-Nie musisz, do twarzy ci w nich-powiedział milczący do tej pory Seb.
-Dzięki.-uśmiechneła się do niego.
Wszyscy przypatrywali się jej odbiciu.
-Wielki.-rzekł Patrick wskazując na purpurowego sińca.
-E tam. Nie jest tak źle, bywało gorzej. Odwróciła się do nich przodem i widząc przerażoną minę swojego brata dodała-Daj spokój, to nic takiego. Do wesela się zagoi. Posłała mu niepewny uśmiech, a on wstał podszedł bliżej i ją przytulił.
Nie zauważyli jak do pokoju weszła niska blondynka siadając na kolanach Bouviera. –Może byście mnie przedstawili, co?-rzekła do chłopaków.
-Wybacz kochanie. Siostra Jeffa Vivian-wskazał ręką na szatynkę, potem z dumą zakomunikował-A to Lachelle moja dziewczyna. Obie wymieniły uściski dłoni.
-Miło poznać.
-Ciebie również-odpowiedziała Vi nieco mniej entuzjastycznie. Nie wiedziała, czemu, ale ta blondynka nie przypadła jej do gustu. Wydała się jej jedną z tych pustych i nadętych panienek, którym w głowie tylko ciuchy i kosmetyki. Nie zdziwiła się jednak faktem, iż jest dziewczyną Pierra. –Oboje siebie warci-przemknęło jej przez głowę. Może za wcześnie wydała osąd na jej temat, ale taka już była. Na ogół robiła wszystko zbyt pochopnie.
-Możecie powiedzieć mi gdzie jest łazienka? Chciałabym się odświeżyć, bo nie pachnę wyśmienicie.
-O! I to mówi osoba, która wcześniej twierdziła, że to ja śmierdzę- naburmuszył się brunet.
-Bo tak było tylko, że ja jestem w stanie się do tego przyznać.-Wystawiła mu język udając się za Patrickiem, który z entuzjazmem zaoferował swoją pomoc we wskazaniu drogi do łazienki.-A tak poza tym, to miło mi was wszystkich widzieć.-dodała spoglądając przez ramię na zaspany zespół.
***
Dzięki za wszystkie komentarze. Następna notka za ok. dwa tyg. wyjeżdżam i mój dostęp do neta w tym czasie będzie raczej znikomy. No. Bywajcie;)
komentarze [5]#2.I will be all that you want >> czwartek, 24 lipica 2008 16:18:36
Zastanawiała się jak na jej przyjazd zareaguje jej brat. Przez całą podróż z Montrealu nie przyszło jej nawet do głowy by powiadomić go o tej nagłej wizycie, wszystko potoczyło tak szybko, że całkiem zapomniała o tej jakże oczywistej czynności, a poza tym wiedziała, że zostawiłby resztę zespołu i przyjechał do ich rodzinnego miasta tylko po to by sprawdzić czy wszystko rzeczywiście jest z nią w porządku.
Stanęła przy drzwiach wejściowych do autobusu. Wcześniej upewniła się, że nikogo nie ma w środku zaglądając do okien. –Przyciemniane szyby. Po cholerę im przyciemniane szyby?-rzekła opierając się o ścianę pojazdu. Z pod bluzki wyjęła srebrny kluczyk, który do tej pory bezpiecznie spoczywał zawieszony na jej szyi. Po włożeniu go do drzwi otworzyła je ostrożnie i weszła do środka. Wszędzie dookoła walały się rupiecie. Począwszy od pustych plastikowych butelek po różnorakich trunkach, przez kilkanaście swobodnie leżących strun od gitary, skończywszy na bokserkach w zeberka, które chyba celowo ktoś umieścił na samym środku wielkiego salonu.-Matko, co za chlew. I oni w czymś takim mieszkają?
Pomimo tego wnętrze robiło wrażenie. Dużo przestrzeni, więcej przestrzeni i jeszcze więcej pustych puszek w każdych z kątów. W autobusie panowała cisza, którą co chwila przerywał kapiący kran znajdujący się w dosyć małej kuchni będącej częścią salonu. Przeszła przez całe pomieszczenie by go zakręcić, po drodze rzucając bagaż na najbliższy fotel. Niechcący nadepnęła na jedną z plastikowych butelek wywołując tym samym lekki hałas. Zdjęła stopę z przygniecionego przedmiotu odkopując go najdalej od siebie, butelka uderzyła w ścianę autobusu. Kolejny hałas. Nie przejmując się niczym otworzyła lodówkę oglądając jej zawartość w poszukiwaniu czegoś konkretnego do picia.
-Kim jesteś i co tu robisz?-po chwili zza urządzenia dobiegł ją zaspany męski głos.
-Goszczę się, nie widać?-odpowiedziała nie obdarzając swojego rozmówcę chociaż jednym spojrzeniem-Nie macie zwykłej wody? Umieram z pragnienia, a nie zamierzam truć się wódką jak wy to macie w zwyczaju z tego, co tu widzę.
Nagle drzwi od lodówki zamknęły się tuż przed jej nosem, a ona sama w ostatnim momencie odsunęła głowę.
-Ej, zgłupiałeś?!-krzyknęła rzucając mu mordercze spojrzenie.-Kretyn. Był od niej wyższy o dobrych kilkanaście centymetrów. Ciemne, lekko przydługawe włosy sterczały mu na wszystkie możliwe strony, podkrążone oczy wpatrywały się w nią spod brązowych tęczówek.
-Mam wezwać ochronę by cię stąd usunęli czy sama jak grzeczna i posłuszna dziewczynka opuścisz to miejsce?
-Nie jestem ani grzeczna ani tym bardziej posłuszna-odpowiedziała przez zaciśnięte zęby spoglądając na niego z wściekłością spod opadającej na jej oczy czapki.-A ty śmierdzisz-dodała.
Huczało mu w głowie jednak pomimo tego znalazł ostatki sił by złapać zaskoczoną dziewczynę za ramię i wyprowadzić z autobusu. Takiej bezczelności jeszcze nigdy nie doświadczył. Rozumiał, że fanki są zdolne do wszystkiego, ale żeby włamywać się do nich w biały dzień?! Zatrzasnął za sobą drzwi upewniając się, że tym razem w żaden sposób ta dziewczyna nie dostanie się do środka.
-Otwieraj idioto, natychmiast.-krzyczała waląc pięściami w metalowe drzwi. Nie mogła uwierzyć, że tak po prostu ją wyrzucił. Miała ochotę udusić go gołymi rękami, walnąć w ten jego skacowany łeb lub bóg wie, co jeszcze.
A on przez moment spoglądał na nią przez okno jak walczy z masywnymi drzwiami, po czym wrócił do swojego pokoju i ponownie położył się do łóżka obok śpiącej w nim blondynki.
Przeklinała samą siebie za pozostawienie kluczyka na blacie szafki, bez niego była bezradna. A do środka mogła dostać się tylko dzięki niemu lub, co mało prawdopodobne, któremuś z imprezowiczów. Skacowanych i śpiących imprezowiczów.
Ale postanowiła tak łatwo się nie poddać. Dokładnie obeszła cały autobus zauważając, że przez kilka szyb da zobaczyć się delikatny w prawdzie zarys zasłoniętych zasłon. –Mam was.-rzekła z zawziętością ponownie waląc z całej siły pięściami w ścianę tuż pod oknami.
-Wpuśćcie mnie! Słyszycie?!...-darła się na całe gardło modląc się, żeby to poskutkowało.
Ściana autobusu pomimo mocnego opancerzenia drżała przy każdym uderzeniu powodując huk, który obudziłby nawet nieboszczyka. Próbował to ignorować mając nadzieje, że ta histeryczka wreszcie da sobie spokój i odejdzie. Przykrył szczelnie głowę poduszką by zagłuszyć hałas. Na próżno. Do tego usłyszał jak reszta chłopaków łącznie z Lachelle powoli budzi się pomrukując pod nosem wyzwiska na całe to głośne zamieszanie. Po wczorajszej imprezie, którą zorganizowali by odpocząć po kilkudniowym koncertowaniu, wszyscy zasnęli w jednym pomieszczeniu.
-Czy ktoś mi może wyjaśnić, co się tam dzieje? Próbuje spać-zapytał na wpółprzytomny David.
-Nie tylko ty- odrzekł przytłumionym głosem Chuck przekręcając się na miękkim fotelu.
-Nie przejmujcie się i śpijcie dalej. To jakaś świrnięta panienka, która najwidoczniej odczuwa braki po wczorajszym występie.-odrzekł Pierre wtulając się w swoją dziewczynę.
-Kurwa! Niech ktoś ruszy swoje przeklęte dupsko i zrobi z nią porządek.-krzyknął w końcu Patrick tracąc cierpliwość.-Bouvier!
-Czego?!
-Idź do niej!
-Chrzań się, drugi raz nie chcę mieć z tą wariatką nic do czynienia.
Vivian powoli traciła nadzieję na sukces, ręce bolały ją od tego żelastwa a sprawność gardła była na wyczerpaniu. –A niech to, do 50 razy sztuka.-postawiła wszystko na jedną kartę. Po raz ostatni wykrzyknęła imię swojego brata.
-Stary ona chyba do ciebie. Rusz się.-poginił zaspanego Jeffa Seb wypychając go spod kołdry.
-Zaraz.
-Natychmiast!-krzyknęli wszyscy jednocześnie.
Chcąc nie chcąc musiał wstać. Podniósł się ociężale z niewygodnej podłogi wygadując pod nosem wszelakie wyzwiska skierowane przeciw całemu światu, po czym podszedł do okna i odsłonił jedną z kremowych zasłon.-Vivian?! Co ona tu robi?-zapytał zaskoczony widokiem swojej młodszej siostry siedzącej na krawężniku tuż przy ich autobusie. Zastukał w szybę by zwrócić sobą jej uwagę. Podniosła natychmiast wzrok i widząc jak przywołuje ją ręką do siebie pobiegła w stronę wejścia.
komentarze [8]#1.I will be all that you want >> poniedziałek, 21 lipica 2008 18:19:01
Simple Plan w roli głównej.
Poczuła mocne szarpnięcie na czubku głowy.-Co jest do cholery?-zaklęła otwierając zaspane oczy i masując dłonią obolałe miejsce. Spojrzała w górę widząc nad sobą szczerzącą się twarz kilkuletniego dziecka z wyciągniętymi w jej stronę rękami.-Czego chcesz?-odburknęła groźnie nie mając ochoty na zbędne uprzejmości, została obudzona w drastyczny sposób przez jakiegoś znudzonego dzieciaka szukającego rozrywki podczas kilkugodzinnej podróży więc tym bardziej nie widziała powodu, dla którego miałaby być chociaż odrobinę miła. Maluch zaskoczony reakcją dziewczyny spoglądał na nią zaszklonymi i poczerwieniałymi oczami po czym szybko wrócił do pozycji siedzącej, wtulając się w ramię swej matki łkał głośno skarżąc się przy tym na ,,tą niedobrą dziewczynę, która brzydko się do niego odezwała’’. Vivian zignorowała oskarżycielski monolog kobiety na temat jej złego wychowania zwiększając głośność muzyki w ipodzie i odwracając głowę w stronę okna. Autokar pędził jedną z tych długich i idealnie gładkich amerykańskich autostrad, z boku samochody osobowe toczyły między sobą bój o pierwszeństwo, co jakiś czas używając nieszczęśnie upierdliwych klaksonów przypominających kwik, krajobrazy za szybą przemykały jej jak film w przyśpieszonej wersji. Zrobiło jej się niedobrze. Zakryła usta dłonią, aby uchronić te twarde i niewygodne siedzenia przed niekontrolowanym atakiem własnych wymiocin. Spuściła głowę grzebiąc ręką w torbie w poszukiwaniu czegoś do picia.
-Świetnie. Po prostu genialnie. Tylko tego mi było trzeba.-powiedziała trzymając przed sobą pustą butelkę po wodzie.-Najwyżej rzygnę, ucieknę i będzie po sprawie. Nagle za oknem ukazały się nowojorskie wieżowce. Była uratowana samym ich widokiem. Nie nawiedziła środków publicznej komunikacji, głównie ze względu na niewygodę jazdy oraz te przeklęte tłumy ludzi a ona od zawsze była wielką zwolenniczką przestrzeni.
W ciągu następnych 30 minut autokar mozolnie wczołgał się na tętniące życiem ulice Nowego Jorku. W pośpiechu chwyciła plecak jednocześnie przerzucając drugą torbę przez ramię. Chciała jak najszybciej wydostać się z pojazdu, bo od ciągłego siedzenia w jednym miejscu na dodatek w tej samej pozycji nie czuła nawet mięśni własnych pośladków. Jednym sprawnym ruchem ręki nałożyła na głowę czapkę z daszkiem, która cały wcześniejszy czas spędziła na jej kolanach. Wyskoczyła z autokaru na najbliższym przystanku i złapała pierwszą lepszą taksówkę. Wskazała kierowcy odpowiedni kierunek, po czym gdy po kilku chwilach dojechali na miejsce wysiadła z samochodu. Zapłaciła za przejazd przeklinając jego wygórowaną cenę. –Zdzierstwo. Bezczelnie żerujecie na biednych obywatelach. Hej a gdzie reszta do diabła?-krzyknęła za odjeżdżającą taksówką.-Niech to szlag, jeszcze cię dorwę. Zobaczysz. Wiedziała, że to niemożliwe. Po Manhattanie krążą setki jednakowo żółtych taksówek, więc możliwość spotkania tego samego kierowcy była równa praktyczne zeru.
-Dobra, ale dokąd teraz? Zapytała samą siebie spoglądając na otaczające ją różnorodne ulice prowadzące we wszystkie strony, po czym wyjęła z torby kilka zapisanych kartek papieru, przebiegła wzrokiem po ich treści ruszając powolnym krokiem przed siebie.- Jeff’y, Jeff’y gdzieś ty to zapisał braciszku….o jest! Przeszła dłuższy kawałek zanim jej oczom ukazała się olbrzymia hala, Madison Square Garden a kilkanaście metrów dalej tuż u jej podnóży równie imponujących rozmiarów długi ciemnoniebieski autobus, na którym widniał biały napis: Simple Plan. Ruszyła, czym prędzej ku niemu uważając by po drodze nie zabił ją któryś z przejeżdżających tamtędy luksusowych samochodów.
komentarze [1]